Forum



Avatar

2006-10-19
Jakie formy "uprawiania sztuki" bardziej was interesują.... postawa-"sztuka dla sztuki" czy też sztuka zaangarzowana(obrazująca)? Czy ujmą jest tworzene pracy wyłącznie na wzgląd estetyczny,bez nabudowy ideologicznej?
Avatar
~abnegacek
2006-10-20
Wybrałaś temat dość znany... ale to warto powtarzać w nieskończoność :).
Dobrze jest odróżnić sztukę od produkcji ozdób i dekoracji, choć encyklopedyczna definicja tego słowa skłania się ku rzemieśnictwu. Rzemieślnik może nie być artystą i odwrotnie. Manualność nie jest przyporządkowana inwencji twórczej, stąd wiele nieudolnie genialnych realizacji twórczych.
Każdy, bez względu na poziom swego warsztatu staje się artystą gdy wyraża swą intuicyjność w sposób obiawialny i to bez względu na kategorię prezentowanego stylu. Dziś wszystko mieści się w jakiejś kategorii, a jeśli nie – staje się nową.
Tworząc, na ogół polegamy na intuicji – potem pojawia się interpretacja. Dzieło zawsze jest „spowiedzią podświadomości”, a jego komunikat – jakimś objawieniem - inną kwestią jest to czy potrafimy to czytać...
Czemu ten twórczy zew ekshibicjonizmu uruchamia w nas potrzebę ujawniania swych uczuć i poglądów?...
Estetyczność jest pojęciem względnym ale indywidualnie definiowalnym, dlatego każda próba „uśliczniania” swych intencji realizowania sensu piękna jest godna szacunku. I tylko osobista definicja kryteriów jakości poszczególnego odbiorcy sztuki, może stworzyć kolejne getto plastycznej kategorii - ograniczając komuś prawo do tytułu „artysty”.
Być może złym pojęciem podstaw definiowania jakości jest kiczofobia przeintelektualizowanych producentów brzydactw nazywanych sztuka wysoką, ale wydaje się ona być całkiem adekwatnym określeniem aspiracji wynikających ze specyficznego snobizmu uciekających od pospolitości i powszechnej akceptacji tłumu. Żądni inności tworzą nowe konwencje, mundurując dzieła w określone jakości norm akceptowanych przez swój gatunek psychoosobowości..
Osobiście szukam kompromisu, próbując balansować na granicy wszelkich kryteriów. Wydaje mi się zabawnym poszukiwanie uniwersalnych punktów akceptacji odbiorców dzieła.
Avatar

2006-10-20
przepraszam,ale tylko połowę tekstu zrozumiałam... X)
Avatar
Fladrif
2006-10-21
zasadniczo pobieznie mnie to interesuje malowanie. jak bylem maly to lubilem sie bawic zapalkami az dali mi farby. kiepsko sie palily wiec znalazlem do nich papier i wtedy doznalem olsnienia! zamalowany papier pali sie jasnym czystym plomieniem!!! nie wiem czy to bylo w cos zaangazowane ale jak dla mnie to bylo :] no a oleje jak sie jaraja! czysty mjut! no a tak na powaznie to wyznaje zasade braku zasady - niech sobie ludziska maluja cokolwiek by ich w tym krecilo. jak ktos chce walczyc pedzlem i obalac rzady to niech obala, jak ktos szuka piekna i harmonii niech je znajduje. krzyzyk na droge :] ostatecznie bez wzgledu na zalozenia, srodki i idee chodzi chyba o rozwoj duchowy. sam musze malowac bo mnie rozerwie, czyli spelniam potrzebe, ktora mnie napedza i jest jakby zaproszeniem do podrozy. to w sumie jak cpanie, moze to te werniksy? hmmmm byla w tym jakas idea ale zapomnialem... :] rozpedzilo sie i sie samo juz toczy, w snach, w obrazach, w kolorach. a wiec 'sztuka dla sztuki' jednak! sory pozno jest chyba i nie mam polskich czcionek
Avatar

2006-10-21
hehe trafne spostrzezenia...tez próbowalam palic rożne rzeczy...:P
zastanawia mnie ze doceniani sa artysci (np. Nowosielski) którzy opowiadają jakąś historie...dla mnie to są niekoniecznie interesujące obrazy do których sprawnie wpleciono jakąś meta-ideologie....
jesli sie maluje obrazy estetyczne a niekoniecznie "uduchowione" -mowi sie o nich obrazeczki ,ładne,sprawne, pełne ozdóbek i dekoracyjne.To po części adekwatne stwierdzenie,po czzęści krzywdząca,gdyż takie obrazy są spychane poza obszar sztuki, albo traktowane po macoszemu.
Avatar

2006-10-21
Każdy obrazek jest uduchowiony, bo proces tworzenia to pewne spotkanie ze sobą, Bogiem, czy innymi duchowymi stanami. Czasem malarstwo można porównac do transu. Wykonujesz ruchy pedzlem, wyciszasz się to sama duchowość. By namalowac jakiś pejzażyk tez musiało cośsię wydarzyć by go namalować. Inspiracja itp. Każda praca ma swoją historię, jest ona wpleciona bardziej lub mniej widocznie. Czasem nawet robimy to podświadomie. Łapiemy sie na tym za kilka godzin, dni, miesiecy czy lat.
Miałam kilka razy komentarz, że moje prace sa nasycone symbolizmem. Zdumiało mnie to. Ja nie zastanawiam sie jaka to ma być sztuka, co ludzi kręci a co nie, kto co mi napisze pod pracą. Poprostu siadm i maluję, to moja wewnetrzna potrzeba. Jezeli maluje się z pasji i potrzeby, a nie z materialnej to chyba nigdy nie powstają prace typu sztuka dla sztuki. Jeżeli nastawiamy się tylko na kasę szybko się wypalimy.
Avatar
~abnegacek
2006-10-21
Tak, produkcja dekoracji może być frustrująca - zwłaszcza w systemie akordowym ;)
Nie wiadomo co z mózgiem zrobić... ;)

W niektórych szpitalach psychiatrycznych prowadzi się art terapię – wychodzą z tego różne rzeczy... najczęściej adekwatne do stanu świadomości pacjenta ;)
Czasem to „dzieła sztuki” ;)

Pewnie macie to doświadczenie działania „pod dyktando” wewnętrznej wizji.

To jeszcze nie musi być paranoja czy schizofrenia a zwykły kontakt z czymś co nazywam wewnętrznym przewodnictwem - źródłem inspiracji. Ten przebłysk: „aha!”, połączenie skojarzeń, często widziany jako gotowy obraz. Lub odmiennie proces wydobywania z nieświadomości na wierzch właśnie tego co w danej chwili nas intryguje i powoduje naszymi decyzjami.

Bywa też że trzeba coś zaprojektować. Zbierasz dane, patrzysz na nie i czekasz.... aż Ci „żarówa” zabłyśnie. :)

W ten sposób stajesz się... Prorokiem! ;))))
Avatar
Fladrif
2006-10-21
Trans fajna sprawa :] i jarmarczne pejzazyki tez. Nie kazdy musi szukac Boga, wpadac w trans i zapalac sie nad plotnem ani opowiadac malujac, pasja sie liczy. Np pejzaze starszych osob, ktore zaczely malowac nagle po 60tce bo lubia drzewa i morze :] Tez fajnie, wszystko ma swoja historie tu sie zgodze. Niekoniecznie trzeba ja lubic ale warto docenic. "Sztuka dla sztuki" mi sie dobrze kojarzy - z czyms tworzonym wlasnie dla samego tworzenia, z wewnetrznej potrzeby, dla nikogo. Ale chyba nie o to chodzi w tym zwrocie :] Osobiscie co by kto nie malowal i jak, cieszy mnie jak dostrzegam jego osobe i tylko ja w tym co robi. A to moze byc cokolwiek, nawet jarmarczne kwiatki w wazonie, byle by nie byly robione "z tasmy", dla kasy bo wtedy to coz..horrrror i zalamka. Niezle mnie to doluje czasem jak zagladam tu i owdzie pokatnie do jakiejs galerii i widze identyczne obrazy roznych ludzi, jakby z jednej tasmy, az ciary przechodza mimo ze jest to ladne i estetyczne. :]
Avatar

2007-01-04
taaaak. niestety malowanie "z taśmy" odnosi się też do uczelni.nazbyt często się zdarza, że można łatwo rozpoznać, kto uczył daną osobę, a przynajmniej która to asp :) widziałam prace chłopaka, który od profesora zerżnął nawet sposób podpisywania się. i co z tego, że te jego prace były fajne, jesli tak naprawdę nie jego?

a względem malarstwa amatorskiego - każdy wielki malarz kiedyś był amatorem. :) problem w tym, czy chcemy się rozwijać. czy obserwujemy uważnie techniki mistrzów [każdy ma swoich] powstrzymując się jednak od zgapiania :) i czy staramy się stosować w praktyce to, czego nas uczą inni swoimi uwagami - a już my sami wybieramy, czyje uwagi uznamy za wartościowe, nieprawdaż? nieważne, czy uwagi robi profesor [albo czy zamazuje nam pół pracy, bo go akurat zainspirowała] czy kolega - ważne, aby coś wnosiły w JAKOŚĆ naszej pracy - w technikę - w kompozycję - w nastrój - światło.

sama chęć przelania na papier czy płótno swych odczuć to raczkowanie, niemowlęctwo. początek. ważne, by się uczyć, żeby nasza twórczość była świadoma. a nie przypadkowa. nieważne, jaki jest ogólny styl prac :) i warto pamiętac, że jeśli jesteśmy amatorami, nie możemy się zasłaniać tym amatorstwem, na zasadzie 'no tak, kompozycja, kreska, perspektywa, ale czego wy chcecie, ja jestem tylko amatorem' :)

pozdrawiam serdecznie

Avatar
kakaz
2007-01-11
Na tak ogolny temat to i ja sie moge wypowiedziec. Moge?;-)
Mnie zachwyca sztuka wielkich i malych, rozna, zaskakujaca, prosta i skomplikowana. Nawet w kiczowatych obrazkach potrafi cos byc, co zreszta niejeden raz udowodniono. Niemniej to co naprawde wprawia moje serce w drzenie to ilustracja.
Obecne czas nie sprzyjaja w Polsce ilustracji z prawdziwego zdarzenia. Rynek zalewany jest jednak jakas komputerowa chaltura ( co z samym komputerem nie ma wiele wspolnego juz raczej z Disneyem;-) niemniej przeciez zasem pojawi sie cos fajnego, i gdzie niegdzie przebijaja sie nazwiska wielkich, szkoda jednak ze nie w kontekscie ksiazek...
Doceniajac sztuke wysoka, olejne wizje stanow swiadomosci, i porby wyrazenia wlasnych obsesji, chcialbym niesmialo jednak zwrocic uwage, ze dobre zilustrowaie najprostszego tekstu, jest wyzwaniem. moze to troche starmodne? Jesli sie to traktuje czysto rzemieslniczo, nadal jesto ono warte podjecia, ale jesli w tym rzemiosle pojawia sie i stan swiadomosci i wyrazone sa obsesje, warto, naprawde warto na nie zwrocic uwage;-) Nasze praktczne i szybkie czasy nie sklaniaja do zastanawiania sie jaki powinien byc pinokio, skoro wszyscy wiemy jak wglda pajacyk z drewna i w zasadzie mozna uzyc w tym celu gotowych wzorow. Ale moze warto temu poswiecic troche czasu pomiedzy jedna wizja apokalipsy a droga wizja objawienia?
Pozdrowienia.

Dodaj post w tym temacie

Musisz być zalogowany, aby dodać post.


Korzystając z serwisu akceptujesz regulamin oraz politykę prywatności Strona może zawierać treści przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Made with and in Warsaw by jakub mańkowski
Copyright © 2002-2019 VariArt.org