Forum



Avatar
martwy
2016-09-14
Zamiast malować coraz lepiej, maluję coraz gorzej ostatnio, jakbym zupełnie oślepł czy coś. A ludzi, którzy potrafią i zechcieli by uczyć warsztatowego malarstwa brak - nigdy zresztą nie umiałem inspirować sie efektami czyjejś pracy, raczej lubiłem czytać formalne założenia malarzy, bo powtarzać efekty to trochę wtórne - ale nawet w książkach brak jest pewnych istotnych wskazówek - a w internecie wszystko się podoba, zatem jest już 'wystarczająco dobre' i w ten sposób nie mogę nauczyć się niczego. To co zrobiłem do tej pory po prostu przestało mi wystarczać - z chęcią może powróciłbym do "szkolnych" ćwiczeń - ale okazuje się, że po latach przerwy nawet dobrej martwej nie umiem namalowac, bo albo mam problem z jej ustawianiem, albo za bardzo niewolniczo staram się ją odwzorowywać i nie umiem tego syntetyzować, nie mówiąc już o takich tematach jak pejzaże czy kwiaty. Namalowałem w wakacje kwiaty - raczej realistyczne, to sie okazało, że kompozycja jest zbyt centralna, a same kwiaty są takie jak je mniej więcej widać, czyli mnie to troche nudziło. potem usiadłem, i namalowałem krzaki, ale też mi nie wyszły, jeden krzaczek namalowałem dobrze, kładąc ciemne na jasne, a odwrotnie zrobiło się mało światła i generalnie nudno. Niby trochę wiem, co powinno być w udanym obrazie, tylko że od roku jakoś to mi się nie udaje, a ostatnio osiągnąłem poziom juz tak zły,  że malowanie mnie denerwuje. A jak malować, to już nikt nie poucza - jestem w punkcie zaczynania od zera od nowa - i chciałbym zacząć malować np pejzaże - i nie wiem jak
Avatar
martwy
2016-09-15
i nikt mi nie odpisze (płacze)
Avatar
Misior
2016-09-15
ja Ci mogę odpisać, Julku, z tym, że nic mądrego, bo zupełnie się nie znam na sztukach plastycznych i artysta ze mnie żaden. uważam jednak, że najważniejsze jest ćwiczenie, bardziej od wiedzy. z głową, oczywiście, ale jednak per aspera ad astra. bo w pracy wykuwa się styl, w realnym działaniu.
Avatar
mARTa
2016-09-16
To tylko kryzys. Fakt, najlepiej wykorzystaj go douczajac się techniki. Bez kryzysów i przestojów rozwój jest prawie niemożkiwy, łatwo popaść w rutynę. Nie martw sié :)
Avatar
*Azja
2016-09-17
Sniles mi sie dzisiaj Martwy I dlatego zaraz sie zaciekawilam ze cos napisales na Forum..Niestety sny mi uciekaja choc to bylo przed chwila ale oczywiscie chodzilo o Twoje malarstwo!(juz mi sie rozni ludzie z VA snili choc ich na zywo nigdy nie widzialam )...
Powiem Ci cos:jak konczylam studia to nigdy w zyciu nie myslalam ze za 20 lat bede malowac prawie ciagle pejzazowe akwarele...Malowalam wtedy duze obrazy olejne,abtrakcje i myslalam ze tak juz bedzie zawsze.A potem nie mialam czasu ani ochoty na malowanie-tak mnie zycie zajelo soba...(doslownie i w przenosni). Po wielu latach zachcialo mi sie malowac takie "nic":male rzeczy na papierkach, bo ladnie bylo i naszla mnie ochota....I mi to do teraz zostalo.
Wiadomo ze kryzys tworczy (bez wzgledu na to czy merytoryczny czy techniczny) to problem,szczegolnie gdy sie z malarstwa probuje zyc ale....to nie jest zla rzecz i ja sadze ze nalezy jej pozwolic zaistniec.Po kryzysie przychodzi NOWE. Robisz rozne bledy w malowaniu, jak wielu z nas ale nie o to chyba chodzi....Ty sie znudziles i wyjalowiles tym co robiles do tej pory.To bardzo zdrowe u artysty bo sto razy lepsze niz samozachwyt :-)).

Moja rada:odpusc sobie troche cisnienie na obowiazki tworcze, Odczekaj,pomysl, poogladaj to i owo i chwile odpocznij. To daje dystans i moze pomoc.
PS:Odnosnie tematow:mysle ze najwazniejsze to robic to co sie czuje,niewazne czy to portret czy pejzaz....Kazdy ma swojego "fiola" .....Ja czasem odchodze od pejzazu zeby sobie pokazac ze umiem tez inne rzeczy ale nie chce tez walczyc sama z soba i przestac malowac to,co mi sprawia przyjemnosc :-).... (o warsztacie tu nie bede pisac bo to osobny temat )
Avatar
martwy
2016-09-17
koncze obraz z martwą naturą, wazonem i człowiekiem - i choć zły nie jest, po prostu to też mi się już nie podoba. Do tego nie mam jakiegoś ustalonego sposobu malowania, choć napewno wiele moich prac jest super na etapie szkicu, i powinienem na tym zakończyć - nie wiem, czy ja na kolory oślepłem, czy ich już nie umiem zestawiać - paskudne te różne błękity i ultramaryna obok seledynowego - to jest po prostu obrzydlistwo. Do tego popularność bezpiecznych tematów skutecznie odbiera mi swobodę, z jaką malowałem obrazy kiedyś, nie za bardzo przejmując się tym czy są oburzające czy nie - trzecia sprawa to to, ze nikt nie uczył mnie warsztatu technicznego, rożnych przydatnych myków i innych zasad, których nawet jak miałbym się pouczyć, to za bardzo nie ma u kogo, bo dobrzy malarze nie dają nikomu swoich instrukcji, a od złych czego się mogę nauczyć? Pociąga mnie wprawa i zamaszystość taka jak u Beckmanna, i zawsze chciałem malować tak, by taką zamaszystość uczynić mniej toporną, ale do tego naprawdę potrzeba mieć sporo materiałów bez strachu że się coś zepsuje lub zwali, i rysować bez strachu, nieco na 'pierwszą intuicję' - od maja wlasciwie ciągle zmieniam mieszkania, ale na szczęście od pazdziernika ja i Kasia mamy ogromną pracownie w starej kamienicy, i liczę że to mi cokolwiek pomoże - dużo miejsca i przestrzeni i jakieś nowe, ciekawe światło. Dopóki nie b ędę malować jak Beckmann, Sargent i Degas w jednym, będę marudził - czyli prawdopodobnie całe życie.
Avatar
*Azja
2016-09-17
:-)))-to odnosnie Twojego ostatniego zdania. Pracowni gratuluje-swiatlo to bardzo wazny element, bez tego ani rusz...Ja mam inna droge niz Ty-przechodzilam tradycyjne etapy nauki, warsztat byl na pierwszym miejscu, mialam dobrych nauczycieli bo mieli wyczucie i wrazliwosc-tak to dzisiaj widze.... Wiec sam rozumiesz..zauwazylam ze ludzie ktorzy doszli do swojego tworzenia bez szkol mysla wielokrotnie ze czegos im brak, ze cos ich ominelo itp ale...fakty nie zawsze to potwierdzaja...Przez lata wyrobilam sobie poglad ze trzeba uwazac z zapatrywaniem sie na wielkich, znanych artystow, naszych poprzednikow itp bo...mozna zgubic siebie. To, co mi sie podoba na moim plotnie, w mojej glowie, wokol mnie-to jest moje przeslanie i moja wypowiedz artystyczna. Nie lubie wiec zbyt czesto ogladac albumow bo mnie zaczynaja kierowac w jakas uliczke ktora nie prowadzi do moich drzwi....Ale-lubie byc tu na Variarcie..I duzo ogladac. Moze dlatego ze to sa rzeczy zrobione przez ludzi z ktorymi moge porozmawiac i dowiedziec sie " co, po co I dlaczego" a takze moge sama powiedziec im co o czyms sadze ;-)...
Ja uwazam ze Ty sie zmeczyles .... Wyluzuj i "zmien tapety"-nie tylko materialnie ale glownie psychicznie. Efekty bedzie widac.Zdolny czlowiek jestes wiec chcac nie chcac :-)). PS:(dla mnie intuicja to podstawa-tak w sztuce jak i poza nia-intelektualizowanie strasznie wyczerpuje ).No i SZCZEROSC -a jak sobie mowisz ze nie, niedobre , nie wiem co robic itp to ...bedzie dobrze ;-).
Avatar
martwy
2016-09-17
Z tym patrzeniem na malarzy - to przecież nie chodzi o to, by podrabiać efekty i malować 'jak ktoś' - pisząc że chciałbym malować jak Sargent i Beckmann - chcialbym miec tak dobry warsztat jak pierwszy, i tak mocną osobowość drugiego, pomijając że oni są z tak innych parafii, że sie nie da tego zmiksować. Może to też kwestia 'zmęczenia' - bo często mi się zdaje że widziałem juz wszystkich (albo prawie wszystkich) dobrych malarzy, podobają mi się bardzo różne rzeczy, ale nigdy nie chciałbym 'powielac' czyjegoś stylu, naśladować efektów - to już raczej kwestia założeń jest najbardziej inspirująca - mam parę zasad, którymi się staram kierować, a pochodzą z pism krytycznych różnych malarzy - Degas np radził tak długo szkicować modela, aż się go dobrze zapamięta, i malować z pamięci - podobnie mówił Chwistek, że na etapie szkicowania model się przydaje, potem często przeszkadza, bo każdy szczegół jego dopomina się o rownoważność, a tymczasem zapamiętany widok ma tę właściwość, że jest w nim nacisk na to, co najbardziej charakterystyczne.
Skończyłem np. z powiększaniem małych prac na dużym formacie, bo Matisse słusznie zauważył, że to, co dobrze wygląda na małym, niekoniecznie już będzie dobre na dużym, więc każdy pomysł trzeba opracowywac na nowo, dostosowując do formatu. On też mówi, że im więcej obraz ma warstw, tym kolor jest cięższy - Pikasso w ogóle radził zaufac pierwszej linii, jako że jest intuicyjnie najwłaściwsza, a poprawianie - no właśnie - czasem lepiej czegoś nie poprawiać, niż to cyzelować bez końca.
Pomimo tego, że wiem, co powinno być w dobrym obrazie, to mam cały czas niedosyt i mi to nie wychodzi- to ciągle nie jest to, co bym chciał, i to nie tak, że ja mam 'kryzys twórczy' - ja mam tak non stop. Dla mnie malowanie to jest w ogóle męka.
Avatar
*Azja
2016-09-17
to ,co pisali wielcy malarze, ich rady-to zupelnie inna sprawa niz ogladanie obrazow.... to uwazam za bardzo ciekawe do poczytania no ale trzeba jeszcze wziasc poprawke na roznice typow ludzkich..jak Iksinski swietny malarz jest nerwus i awanturnik to Igrek ktory chce byc tez swietny a ma charakter filozofa...niekoniecznie bedzie mogl jego doswiadczenia zrozumiec ani zastosowac w praktyce... Nie wiem czy jest jedna sluszna droga, mysle ze w gruncie rzeczy nie ma takiej....
Jezeli ciagle nie jestes zadowolony to dlaczego malujesz?
Avatar
martwy
2016-09-17
jest taka szansa, że kiedyś będę zadowolony może- a dlaczego maluję - bo to daje szalone możliwości - można nie tylko wykonać coś pięknego, można coś przekazać - to jest świetna sprawa
Avatar
*Azja
2016-09-17
Ladnie to ujales :-)...Jasne .
Avatar
martwy
2016-09-19
A odnośnie tego co napisałaś o temperamencie malarskim - można obraz malować średniowieczną techniką i dokładnie, i zrobić coś świetnego, co absolutnie nie idzie w parze z nerwowym i żywiołowym sposobem malowania, i odwtrotnie, można zrobić coś szybko i zamaszyście, i też będzie świetnie - i odwrotnie - namalować gniota w obu tych konwencjach - każda metoda to jakaś formalna spójność, i tu nie tyle chodzi o to, by nagle 'zmieniać styl' ile o to, żeby w ramach każdej z tych metod wykazać się konsekwencją i wyczuciem - są dobre obrazy realistyczne, dobre obrazy impresjonistyczne, i tak dalej - generalnie obrazy dzielą się tylko na dobre i niedobre. Obojętnie w jakiej konwencji są wykonane.
Avatar
*Azja
2016-09-19
Zgadzam sie.
Avatar
CaesarEdenpert
2016-09-21
Tak, to prawda! Wiem, bo mam doświadczenie w robieniu gniotów w każdej konwencji.
Avatar
martwy
2016-09-23
Ja też się mogę popisać dużym doświadczeniem w robieniu knotów. Za każdym razem przysięgam sobie, że zostawię szkic, i kończę na jakimś przelizanym syfie. Teraz po raz 15 przemalowałem mordę na obrazie, i rano szczęśliwym przypadkiem Boba Rossa (który robi tutoriale do kiczowatych lanszaftów i mawia ze 'w malarstwie nie ma błędów są tylko "szczęśliwe wypadki'') no to ja szczęśliwym wypadkiem w miare to poprawiłem przez przypadek. Ale i tak jest jakies takie - kwiaty, martwa natura i czlowiek - to oznacza ze juz nie mam koncepcji na to, co mam malowac
Avatar
*Azja
2016-09-23
Cha cha cha :-))- kto z nas nie robi knotow...Najwiekszy ubaw z tego to mialam z moimi rowiesnikami w liceum plast. bo wtedy nikt sie jeszcze nie nadymal na wielkiego artyste...Uzywalismy sobie rowno nie zostawiajac na niczyim knocie suchej nitki . W sumie to bylo dobre doswiadczenie bo nie dosc ze czlowiek sie rozwijal tworczo, uodparnial na krytyke to jeszcze nabieral dystansu do swoich produkcji ;-).
Dzis dla mnie norma jest ze moi bliscy maja uzywanie z niejednego mojego "dzielka"...Ostatnio byl to wlasnie konik pasacy sie aktualnie w Pracach Tygodnia...Tyle sie "nacierpial" ze w sumie nalezy mu sie nagroda :-)) ....co on sie o sobie nasluchal...:-).A meczylam go wszelkimi dostepnymi srodkami: kredki, farby, pisaki, pastele!....
Avatar
broda502
2016-09-24
Miło było was poczytać świetna dyskusja !
Avatar
mARTa
2016-09-24
Pociesze Was.
W muzeach na ogol wisza prace dobre, niezle i gorsze. Ale jak sie spotyka te same nazwiska w bardziej swobodnym wydaniu, co bywa mi dane, czasem az zeby cierpna...
WSZYSCY I ZAWSZE POPELNIALI KNOTY.
Jednak tez zmartwie Was.
Jasne, ze knot geniusza stoi znacznie wyzej niz genialne dzielo sredniej klasy ;)
Avatar
CaesarEdenpert
2016-09-25
Co racja, to racja!A co do kwestii gratyfikacji, to za jeden z największych gniotów, jaki stworzyłem (dawno temu), otrzymałem, jak na razie największe wynagrodzenie...;) Zawsze chciałem pobić ten mój rekord czymś fajnym, ale ciężko...Drugie miejsce w tym zestawieniu, ma obraz, który też nie powala niczym, za co mógłbym go cenić.
Te prawdziwe dzieła jednak, stworzę kiedyś jeszcze, wiem- jednak nie wiem kiedy, nie mogę się doczekać.
Avatar
mARTa
2016-09-25
Bo artysta sie tylko "bywa", jak wiadomo...
Avatar
martwy
2016-09-25
nie wiem, ja nie lubię określenia 'artysta' - wole być malarzem - jako malarz nie pcham się na artystę, a to czy uda mi się ta sztuka czy nie, to już rzecz krytyka - ja mam najgorzej, ponieważ jestem w związku z krytykiem sztuki, który mnie krytykuje za mało. Co do knotów to oczywiście, każdemu się zdarzały, ale byli malarze rosyjscy na tyle sprawni, że nie malowali złych obrazów. Knot geniusza jest knotem, i napewno wolę bardziej udany 'obraz malarza średniej sławy' - tym bardziej że są takie obrazy - np ten, który namalował Nicolae Maniu w 1978:
http://nicolaemaniu.com/en/wp-content/uploads/2013/06/063-RUSTIC-LANDSCAPE-oil-on-canvas-50x55-1978-private-collection.jpg
Reszta obrazów tego faceta jest potwornie kiczowatym realistycznym wylizem zupełnie do bani. Ale to tylko przykład, czasem zupełnie średni malarz zrobi coś świetnego, co okazuje się lepsze od 'geniuszy' - zresztą nie wierzę w geniuszy, bo najlepsi też mieli momenty mocno kiepskie, genialnych malarzy nie ma, genialne obrazy się zdarzają.
A odnośnie obrazów rosyjskich, to są na ogół świetnie zakomponowane i są 'o czymś' - i dla mnie to jest najgorszy problem o czym malować, bo jak, to już się potem mogę zastanowić. Niestety rzeczywistość współczesna jest nieinteresująca (żyjemy w czasach architektonicznej i projektowej brzydoty, w której brak jest wielkich osobowości, dobrych pisarzy, dobrych malarzy i dobrej kultury - no ale jak z historii wiadomo, są takie czasy 'bez sztuki' i to się wydarza cyklicznie. Nie wiem jednak, czy będzie lepiej - nie ma nikogo, kto by szkolił artystów, obecnie to ich się na akademii 'odszkala' od warsztatu
Avatar
CaesarEdenpert
2016-09-25
Coraz bardziej identyfikuję się z Twoimi poglądami.Aż ciężko mi polemizować, choć by się chciało, ale argumenty odpłynęły;)
Avatar
*Azja
2016-09-26
A ja sie nie piernicze :tyle razy pisalam w papierach "artysta plastyk" ze sie przyzwyczailam .Powiem wiecej -w wielu okolicznosciach ( szczegolnie za granica) gdy mowilam ze jestem "artysta plastyk" to od razu moje akcje szly w gore ..juz nie bylo wazne m- in.jak jestem ubrana albo jaki mam akcent :-)). Dlaczego wiec nie skorzystac?... Dzieci mowia o mnie ze "mama jest malarka" i to tez mi pasuje.Lepsze niz "gospodyni domowa" itp.... . A co do genialnosci..... na tym sie nie znam ale faktem jest ze podobnie jak Martwy-cenie to co jest swietne, wspaniale itp. bez wzgledu na (na przyklad) anonimowosc autora.....Nawet jezeli ma na swoim koncie tylko jedno cudowne dzielo. PS:Gdybym tak sie przykladowo zapisala w historii jako autorka przecietna ale majaca na swoim koncie jedno jedyne genialne dzielo to...wcale bym nie marudzila :-))).
Avatar
*Azja
2016-09-26
PS:Najwiecej warsztatu nauczono mnie w liceum plastycznym...Na ASP to sie tym na zajeciach z malarstwa za bardzo nie zajmowano....Bylo widac ogromna roznice mieczy ludzmi po plastyku i tymi po zwyklym liceum, szczegolnie na pierwszym roku (z nielicznymi wyjatkami-wybitnie zdolni ).Poza tym zajecia pt."techniki malarskie" czy jakos tak.Glownie pisalismy , multum notatek ale niestety-zgubilam ten zeszyt...Wlasciwie to my najwiecej uczylismy sie od siebie nawzajem...potpatrujac,rozmawiajac itd. :-)...To nie bylo zle.
Avatar
martwy
2016-09-28
Dzisiaj w liceach plastycznych jest lepszy poziom niż na akademii. No ale nie można obecnie porównywać 'technikum' i akademii, gdzie panuje pogląd że rysowanie z modela jest takie strasznie wtórne i ograniczające. Nienawidzę studentów ASP - w większości są to po prostu kretyni.
Avatar
*Azja
2016-09-29
Nie wyobrazam sobie ze mozna przejsc przez ASP, (a w tym nauke rysunku postaci) bez modela!...W moim przypadku to byla wyzszosc (zabawnie brzmi...) tej szkoly nad liceum plast.:na ASP mielismy MNOSTWO modeli na rysunku, rozni ludzie, zawsze nago (ewentualnie majtki ale nic wiecej,przewaznie jednak bez),z brzuchami,bez,starzy,mlodzi....Mozna bylo sie naprawde przyjrzec i poobserwowac jak czlowiek w rzeczywistosci wyglada-bez tych wszystkich ciuchow,kamuflazy...W liceum nie bylo takiej mozliwosci-dopiero w 4 klasie nasza profesor zdecydowala zeby jedna z nas rozebrala sie pozowala pozostalym do obrazu olejnego-to bylo swietne i bardzo nam sie podobalo....Cala reszta to bylo rysowanie siebie nawzajem w ciuchach, co przeklamuje obraz.Na studiach akty w rysunku, malarstwie to byla na naszej uczelni (Wroclaw) norma przez dobre 3 lata (a kto chcial to i dluzej).Jezeli dzis jest inaczej to...nie wiem czego oni tam sie ucza...
Avatar
martwy
2016-10-01
Powiem tak: jest pare sposobów malowania - który jest najlepszy?
1. Robi się szkic koncepcyjny na szybko na a5 ołówkiem, potem robi się szkic kolorowy, potem robi się to samo na nieco większym, a potem opracowuje duzy obraz (metoda na ruskich akademiach) - plusy, to dobrze opracowana kompozycja, minusy - może się znudzić, jak któryś raz robi się to samo
2. Zaciąga się cały obraz cienkim kolorem dominanty, i na tym dopiero szkicuje światła lub cienie - zalety - dobra orientacja światła, wady - na podmalówce wszystkie kolory jasne będą już 'cięższe' niż na gruncie, a laserunkowe barwy takie jak cynober na takiej podmalówce po prostu zgasną. (metoda z jakiegoś podręcznika dla artystów z lat 70)
3. Szkicuje się ciemną farbą na płótnie, i potem dopiero koloruje - zalety - daje dobry ekspresyjny i świeży efekt, ale jakakolwiek poprawka głównego założenia to już problem, a ta metoda wymaga dobrej intuicji co do koloru. Wady - to jest właściwie metoda 'od szczegółu do ogółu' - bo szkic na każdym etapie jest w zasadzie skończony
4. Zaciąga się główne elementy kompozycji kolorem 'lokalnym' i na tym dopiero szkicuje detale
5. Inne metody, o których nie mam pojęcia (malowanie wszystkiego oddzielnie na obrazie, chociaż niektórzy artyści 18 i 19-wieczni tak robili, generalnie odrzucam, jako że ma to same wady w zasadzie)
Avatar
*Azja
2016-10-02
Moim zdaniem nie ma najlepszego sposobu malowania..Dowodem (dla mnie, bo widzialam na wlasne oczy ) jest fakt, ze mialam w liceum kolezanke ktora malowala swietne obrazy, dostawala zawsze bdb. I wszystko cacy dopoki nie zobaczylo sie jak ona to robi.A robila tak, ze cala grupa stala wokol i pekala ze smiechu nie mogac sie nadziwic ze to mozliwe: Anka "dziergala" obraz olejny jak wydruk drukarki! Na bialym pustym blejtramie pojawial sie gotowy obraz , jadac od gory w dol !... Troche to trwalo, Anka malowala dokladnie wszystkie szczegoly w taki sposob ze nie trzeba bylo do tego wracac i tym sposobem zamalowywala caly blejtram....Profesor patrzyl, lapal sie za glowe, mowil ze to sie w owej glowie nie miesci i stawial "bardzo dobry" :-)).No tak bylo.... Anki matka byla konsewatorem zabytkow, moze one mialy taki nietypowy talent do widzenia calosci poprzez szczegoly...?...
Uwazam ze bardzo duzo mozna sie nauczyc ogladajac jak inni maluja-nie dlatego ze moze np. maluja lepiej, nie, ale po to by zaobserwowac rozne prawidlowosci.... Ja bardzo lubilam na studiach chodzic od sztalugi do sztalugi i podgladac innych w czasie pracy....I nie tylko ja tak robilam .To bylo fajne. Widzialam na przyklad jak dziewczyna siedzi przed kolorowa martwa natura,ma na palecie piekne kolory a na obrazie.....ponure, brazowe smary. I na wszystkich innych tak samo:ona po prostu nie byla fizycznie w stanie wziasc ten czysty kolor i go przeniesc pedzlem na blejtram!....To bylo dla mnie niewiarygodne...Ona byla w depresji , potem nawet nie pamietam czy skonczyla te studia.Zrozumialam w tamtym czasie ze w procesie tworczym psychika to podstawa...Dobrze jest "cwiczyc reke "itp ale mozna tego wcale nie robic i dobrze malowac (dzis to wiem ).Sedno lezy we wnetrzu.
Avatar
CaesarEdenpert
2016-10-02
A propo's nauki i ćwiczeń, uczestniczyłem w kursach przygotowawczych z rysunku, o 2 zupełnie innych profilach.Rysunek odręczny- kurs przygotowawczy na architekturę (w czasach-niedowiary-kiedy architekt musiał rysować, a nie było programów komputerowych).Drugi, przygotowujący do egzaminu na wydział malarski. I to były dwa światy...Najlepiej, jak na zajęciach miałem do narysowania prawie identyczną martwą naturę...W skrócie- w pierwszym przypadku NIE WOLNO było stosować światłocieni...Cienie robiło się kreskami równoległymi, im więcej kresek, tym ciemniej:) Z drugiej strony pierwszy z kursów nauczył mnie więcej- zasad perspektywy, wyćwiczyłem też rękę - rysowałem mnóstwo dużych formatów, a ćwiczenia "fizyczne" polegały na wypracowaniu jak najbardziej podobnej kreski do "od linijki", a jednak odręcznie."Od linijki" było zakazane.Z dzisiejszej perspektywy z tej całej nauki wybrałbym kilka godzin, reszta bez sera
Avatar
martwy
2016-10-03
Ja myślę, że widzenie 'dobrego malowania' przez pryzmat szkolnych ocen to jest błąd - dziś akademię kończą wszycy z wyrożnieniem, a Ci, co zapłacą, mogą ją skończyć zaocznie i są wtedy pytani, czy wolą rysować bryły czy modela - mogą skończyć studia ani razu nie narysowawszy postaci. Ale płacą. Ocena: bardzo dobry z wyróżnieniem. Co do sposobu rysowania, to raczej logiczne, że w przypadku architektury bardziej chodzi im pewnie o konstrukcję przedmiotów, niż o ich malarskie walory. Można być niezłym malarzem, nie ćwicząc ręki, ale to jest pozór właściwie - dajmy na to, ktoś ma dobre wyczucie kompozycji, koloru, i bardzo ekspresjonistyczny styl malowania, w którym jest nie za wiele realizmu, ale dzięki innym walorom robi to za świetną syntezę - jeśli by poprosić taką osobę, o narysowanie czegoś mniej wystylizowanego, to jeśli ma ona niewyćwiczoną rękę, to wszystko, co na obrazie ekspresyjnym wygląda dobrze, na ciut bardziej naturalistycznym ukaże wszystkie niedociągnięcia warsztatowe. Dlatego dzisiaj jest tak wielu abstrakcjonistów - dobry figuratywista, który ogarnia kolor i kompozycję, powinien dać radę z abstrakcją, a abstrakcjonista, który nie malował figuratywnie, nie da sobie z tym rady. To nie tak, że jeśli nie chodziłem do szkół, to nie malowałem modela i martwej natury - ja martwych natur i modeli zrobiłem sporo swego czasu, potem jakoś zarzuciłem, bo ciekawsze mi się zdało malowanie z głowy, a teraz z natury robię tylko szybkie rysunki i pewnie za malo.
Avatar
*Azja
2016-10-03
Wracam do punktu wyjscia: skonczenie studiow artystycznych (i bdb) nie gwarantuje wysokiego poziomu warsztatowego i vice versa.Anka z liceum i jej stopnie to byl tylko przyklad nietypowosci -ze trafiaja sie ludzie ktorzy lamia schemat-takze szkolny .Gdyby slabe bylo to co malowala tobym o niej nie wspominala ale slabe nie bylo wcale...A jej stopnie to tylko kropka nad "i" bo nasz nauczyciel oczywiscie byl wielkim przeciwnikiem jej metody a jednoczesnie nie mial wyjscia (bo byl uczciwy)-musial przyznac ze ona maluje swietnie.
Odnosnie wycwiczonej reki: jestem jak najbardziej za cwiczeniem ale ide tez krok dalej: przychodzi moment, nastepny etap, kiedy cwiczenie samo w sobie moze nie dac postepow (czasem wrecz wywoluje rutyne co jest niedobre) a jednoczesnie majac juz baze za soba mozna zrobic przerwe w cwiczeniu i to nie musi powodowac obnizenia jakosci-czasem wrecz przeciwnie.Bo z malowaniem jest jak z plywaniem-tego sie nie zapomina.
I trzecia sprawa: jest dla mnie jak najbardziej oczywiste ze ludzie spoza szkoly to nie sa ludzie ktorzy mniej umieja, mniej pracuja, cwicza itp....Absolutnie tak nie uwazam i nie lubie gdy ktos mysli ze tak uwazam.Podchodze do sprawy indywidualnie...Po Twoich akurat pracach Martwy widac doskonale Twoj wklad -one bronia sie same, bez wzgledu na to co Ty o nich mowisz, sadzisz.
Avatar
martwy
2016-10-03
ja to może zrobiłem jakiśtam postęp przez 10 lat - ale jeśli przyłożyć te obrazy do mistrzowskich (na przykład rosyjskich) to widać, że są niezadobre obiektywnie - z opinią innych to jest tak - dziś ludzie generalnie malują żle (na akademiach)- ale jakby malowali świetnie, to bym na ich tle wyglądał zupełnie kiepsko. Czy z malowaniem jest jak z pływaniem to nie wiem - znam przypadki, kiedy ktoś w czasie studiów rysował świetnie, potem mu się pogorszyło - ja sam nie pamiętam jak namalowałem większość tych lepszych obrazów, więc zapominam to nagminnie, i każdy obraz jest zupelnie 'od zera', tak jakbym zupełnie nie namalował tego wszystkiego przedtem. Mam zamiar autentycznie trzymac się teraz metody z małymi szkicami kolorystycznymi do obrazu - ale co z tego wyniknie, nie wiadomo.
Avatar
GROTOŁAZ
2016-10-04
Myślę, ze malowanie to przekaz energii w obraz. Można mieć świetny warsztat, ale gdy nie mamy w sobie energii do przekazania, to z malowania nic nie wychodzi. Dlatego trzeba ją zbierać podczas spacerów, wystaw i każdej chwili. Energia może być dobra lub zła - to potem widać w obrazach. Dlatego, gdy nadchodzi wypalenie - daj sobie chwilę relaksu - złap dystans.
Avatar
martwy
2016-10-04
Dla mnie to wykoncypowania obrazu - także to sporo myślenia co malować i jak to coś wyegzekwować. Energia powstaje dopiero z tego, jak ma się rzeczywiście interesujący pomysł - to nie wypalenie, rzeczywistość, na przykład polityczno-społeczna, obfituje w problemy, które domagają się przedstawiania - ale powiedzmy sobie, malowanie takich obrazów to jest wyższa szkoła jazdy - one po prostu wychodzą z człowieka w odpowiednim czasie, pewnie. Ja pisząc tego posta, miałem nadzieję, że czegokolwiek się dowiem, ponadto, co sam wiem o formalnej i technicznej konstrukcji obrazu. Wiem, że używanie czystej bieli nie robi dobrych świateł na przedmiotach, także rozbielanie kolorów tylko poszarza obraz, a kolor światła (i cienia) zależy od zeregu czynników - także teorię koloru trzeba mieć w małym palcu - ciepłe kolory przybliżają, zimne oddalają, czerwony ciemnieje szybko w cieniu, niebieski bardzo powoli, i tak dalej - to co na pierwszym planie jest kontrastowe, na drugim planie już kontrastowe jest mniej, plus budowanie narracji w kompozycji, tak aby oko czytało pozczególne części obrazu po kolei - i chciałbym wiedzieć o tym jeszcze więcej, bo to są tak zwane myki techniczno -kompozycyjne, a co tu się zjawi ktoś, to diagnozuje 'wypalenie' - nie, to nie wypalenie - wypalony to jest malarz, który maluje ustalonym sposobem, i niczego nie szuka, nie ulepsza, nie zmienia, bo ma już na 'to coś' metodę. Podejrzewam, że odnalezienie kolejnych sposobów na malowanie, również mi się znudzi i po pewnym czasie okaże się, że to nie wystarcza - chyba na tym to powinno polegac (?)
Avatar
Wilczasta
2016-10-04
Fajnie się Was czyta. Może się czegoś nowego nauczę...:) Piszcie dalej... macie czytelnika. :)
Avatar
*Azja
2016-10-04
Julek ja mysle (powaznie ) ze Ty bylbys swietnym nauczycielem malarstwa...Czytam co piszesz i uswiadamiam sobie ze malujac wiele juz w sumie lat kompletnie nie zastanawiam sie nad tym wszystkim o czym wspominasz: lacze kolory, robie kompozycje, stosuje biele i nigdy nie mysle intelektualnie co gdzie powinno byc i dlaczego....Jezeli Ty tak podchodzisz do sprawy to znaczy ze malujesz ze swoista "premedytacja" a juz na pewno z ogromna swiadomoscia....To jest duza wartosc....
Mylse ze Grotolaz tez poruszyla wazna kwestie ktora ja osobiscie czuje ale nie ujelam jej slowami :*nasaczanie energia*. Wlasnie o to mi chodzilo mowiac ze sam warsztat to martwa sprawa-liczy sie przekaz.A o przekazie decyduje energia (warsztat jest jedynie jej srodkiem transportu ).
PS:Tworca, malarz, artysta czy jak go tam zwal-to czlowiek poszukujacy ktory tak na prawde rozwija sie sam...Sam, samodzielnie i czesto w samotnosci rozgryza swoje problemy...
Avatar
martwy
2016-10-04
zasady zasadami, w sumie jak sie je dobrze zna, to i można się bawić w ich łamanie. Ja sporo zasad znam z książek. napewno oplaca się malować 'na intuicję' - ale potem chcąc np pogłębić kolor, podbić światło, poprawić przestrzenność, to taka wiedza się zwykle przydaje, jak to zrobić. Jest też czasem tak, że ja to wiem, ale tego nie stosuję, i dopiero się zabieram za 'zasady' jak mam jakiś problem
Avatar
GROTOŁAZ
2016-10-04
Myślę, że masz rację. Zasady są bardzo ważne i dobre, gdy malujesz z natury - wtedy warsztat jest szalenie cenny i jego jakość wzmacnia się wraz z doświadczeniem. Tak można tworzyć w nieskończoność odkrywając nowe jego tajemnice. Ale przychodzi taki dzień, gdy coś się w nas nazbiera. Jakaś myśl, jakieś przetrawienie po obejrzeniu cudzych obrazów, po towarzyskiej rozmowie albo szokującej chwili -"motyl siada na głowie" i trzeba złapać to coś, bo odleci. Albo ta energia rośnie, aż powstanie wiersz czy obraz, albo umyka. Jeśli jest, to ona właśnie dyktuje formę i temat. Stajesz przed dużym płótnem i malujesz "z kręgosłupa". Faktury kształtują konstrukcję obrazu, kolor sam się dobiera. Wszystko czego się wcześniej nauczyłeś jest gdzieś w półświadomości - to wychodzi samo. Czujesz, że obraz walczy z Tobą, narzuca swoje zdanie. Wieszasz go w różnych miejscach pokoju i słuchasz co gada, gdzie jeszcze trzeba powalczyć. Oglądasz go w środku nocy i nad ranem, a on kaprysi i nadal czegoś chce - nie daje spokoju. W końcu wygrywasz - on czy Ty - kto wygrał? Wszyscy. Gada do innych i jest rozumiany. Jak ta energia się nie zjawia, to malowanie jest ciężką pracą warsztatową, drogą poszukiwań. Jak ta energia jest - to rozkoszą. Jak seks.
Avatar
*Azja
2016-10-04
Yess! :-)
Avatar
GROTOŁAZ
2016-10-05
Powiem jeszcze słowo. Ja nie zauważyłam abyś MARTWY malował teraz gorzej niż zwykle i coś było "nie tak". To całkowicie subiektywne zdanie. Obrazy Twoje są super. Nadwrażliwcy mają tak czasami, że w siebie nie wierzą i potrzebują wsparcia innych, bo sobie sami blokują dobrą energię i sami sobie podkładają kłody pod nogi. Dobrze jest czasami wyjechać w góry i złapać trochę szczęścia - "naładować akumulatory" i "złapać luz".
Avatar
martwy
2016-10-05
Tylko dlatego że dodałem sporo prac sprzed roku - w tym roku namalowałem dwa koty, parę wstrętnych akwarelek w stylu G. Grosza i parę obrazów o tematyce fantastycznej, które są po prostu obrzydliwe. W ogóle to namalowałem może 3 dobre obrazy w 2014 i to by było na tyle.
Avatar
GROTOŁAZ
2016-10-05
Myślę, że to po prostu zmęczenie.
Avatar
martwy
2016-10-05
zmęczenie, albo chodzenie na łatwiznę - chyba to drugie, w moim wypadku
Avatar
CaesarEdenpert
2016-10-05
Myślę, że problem leży gdzie indziej i sam chciałbym wiedzieć gdzie.Tu nauczyciel warsztatu nie pomoże, bo warsztat sam z siebie się nie psuje z biegiem czasu i doświadczeniem, a raczej przeciwnie.Też kiedyś malowałem o niebo lepiej, choć to tylko moje zdanie, bo wrzucone tu moje akwarele z 1980 r nie wzbudziły entuzjazmu, choć moim zdaniem są świetne, a niektóre obrazy nowe są beznadziejne, a podobają się.Coraz trudniej....I jak tu malować, jak się nie wie jak?
Avatar
mARTa
2016-10-06
Bardzo spodobalo mi sie zdanie Asi, ze warsztat jest tylko srodkiem transportu energii.
Dla malarstwa ilustracyjnego (przepraszam - moze raczej tematycznego) istotna jest jeszcze swiezosc wyobrazni, naladowanie trescia. Byc moze to najwyzsza szkola jazdy, przekazac tresc bezblednym warsztatem, byc moze, jak twierdza niektorzy, wrecz przeciwnie - dorosnac do malarstwa abstrakcyjnego.
Malarstwo z natury moze byc sposobem nauki warsztatu ale i celem, wyrazem zachwytu.
Co czlowiek, to metoda i zamierzenie.
Jesli te dwie rzeczy sie bezblednie zgraja, powstaje cos dobrego.
Avatar
mARTa
2016-10-06
Pomijając kwestie oczywiste, jak temat, poprawność rysunku i kompozycji, stare podręczniki ucza o trzech sposobach malowania (niezbyt stare ;) bo najstarsze sposoby to malarstwo warstwowe).
Malowanie tonalne, z barwnym kontrastem oraz alla prima.
To mniej więcej to, o czym Julek już napisał.
Tonalne : wbudowywanie koloru mokre w mokre w podmalówkę, następnie pogłębianie barw, świateł, cieni.
Z barwnym kontrastem : nakładanie podstawowych kolorow lokalnie i tonowanie - lub podkreślanie kontrastu barwnego - przez wmalowywanie barw uzupełniających.
Alla prima - każdy wie. Tu liczy się pewność ręki i owa, wspomniana poprzednio, energia.
Avatar
ela k.
2016-10-08
A moze odpoczac od malarstwa? Rysowac, sprobowac grafiki, zmienic tematyke. A potem wrocic do malowania ze swieza glowa. Przez ostatnie klika miesiecy po kilka godzin dziennie rysowalam w plenerach. Wszystko, drzewa, wode, architekture. Bazowalam wylacznie na obserwacji, nie sugerowalam sie nikim i niczym. Wrocilam do malarstwa (zimno na zewnatrz) i teraz mam zupelnie inne spojrzenie na temat, inny sposob malowania. Czy lepszy nie wiem, ale zdecydowanie inny. Czasem trzeba sie zaciac i pracowac. Motywacja :) Kazdy obraz, nawet nieudany to jakies cwiczenie. Powodzenia!
Avatar

2016-10-11
Z uwagą przeczytałem wiele z zawartych tu wypowiedzi. Z większością się zgadzam, warsztat, światłocień i światło i cień, format, styl, kryzys, knot, etc, to wszystko jest obecne, w mniejszym lub większym stopniu, w każdej profesjonalnej i nieprofesjonalnej pracowni.

Zabrakło mi jednak w tych wszystkich wypowiedziach jednej istotnej rzeczy, a mianowicie: Co jest motorem, co napędza do pracy. Może Julek masz kłopot z motywacją. Bywa tak, wiem po sobie, że kiedy nie mam tematu, który wciągnie, pozwoli się skoncentrować na pracy, to z malowania nici.

Praca musi „mówić”, również do jej autora, jeśli spełniony jest ten warunek, kto przejmuje się drobnym błędem. Tam gdzie jest wiara w sens wykonywanej pracy, tam potknięcie pozwala jedynie podnieść walory warsztatu. Julek szukaj tematów, które pozwolą Ci zapomnieć o warsztacie, a ten się sam obudzi. Tak mi się zdaje.
Avatar
ela k.
2016-10-11
Piotr ma racje, pasja, zapal, motywacja. Wazne jest to "cos" co napedza. Popatrzysz na cos i w glowie tworzy sie obraz. To sie dzieje samoistnie. I teraz do glosu dochodzi warsztat. Swoj styl wypracowuje sie latami. Trzeba szukac. Ale najwazniejszy jest temat ktory pasjonuje :)
Avatar
martwy
2016-10-14
Rzecz w tym, że dla mnie nie ma tematów gorszych lub lepszych - każdy temat jest dobry. Moje obrazy są narracyjne, więc owzem, najważniejsza jest dla mnie historia, którą chciałbym pokazać. Wiarę w sens swojej pracy ma wielu, a niewielu zdaje się odróżniać potrzebę twórczą i tę wiarę od umiejętności sprostania tej potrzebie - chociaż może i tak jest, że to co sobie kiedyś założyłem, to w miarę spełniłem i teraz uważam, że malowanie w tym samym duchu kolejnejnej kompozycji to już bezsensowne - chociaż napewno łatwiejsze, ale nie będzie to już wyzwaniem, żeby robić to, czego jeszcze nie umiem, nie robiłem, i co jest trudne. figuratywnych tematów jest tak naprawdę kilka - (martwa, pejzaż, model, kilka postaci), podobnie z historiami do przedstawiania - jest to mniej więcej 4-5 historii (z nieskończonością możliwości ich przedstawienia). Chciałem przedstawiać nieprzedstawialne tematy za pomocą takich środków, by stały się 'estetycznie' do przyjęcia - forma miała łagodzić odważny temat, który można było czytać jak pretekst do kompozycji barwnej, w ten sposób chciałem zawsze 'oddemonizować' erotykę w malarstwie, co mi się może ze dwa razy udało - dla mnie najbardziej inspirująca jest przestrzeń, w której pracuję - to często wymusza nastrój i światło w obrazie - ostatni rok jestem ciągle na walizkach, dopiero teraz przeprowadziliśmy się do ogromnej pracowni, i już widzę, że w tej dużej przestrzeni dusiłbym się nawet na moim najczęstszym formacie B1 - ale historie i tematy jakoś do mnie nie przychodzą.
Avatar
ela k.
2016-10-14
Tematy i historie przyjda :) To o czym piszesz dotyka wielu tworcow. Pozdrawiam!
Avatar

2016-10-15
Dobrze jest wymagać od siebie. Efektywność (oczekiwana) nie rzadko niszczy jednak kreatywność. Może tu jest przyczyna. By ruszyła intuicja trzeba wyłączyć kalkulator. Z zasady jedno drugiemu przeszkadza.
Avatar
CaesarEdenpert
2016-10-16
Trzeba być jak silnik spalinowy; zapłon spowoduje iskra (jeśli benzynowy), albo ciśnienie (jeśli diesel-nazywany przekornie samoczynnym).Ja bardziej jestem benzynowy i wysokoobrotowy; nie cierpię pracy pod ciśnieniem (kompresją)
Iskrą dla mnie jest zobaczona twarz, sylwetka, zdarzenie...
Avatar
*Azja
2016-10-17
Piotr dobrze gada choc prawda jest tez ze przy pewnym poziomie ( to tak jak prowadzenie auta przez zawodowego ,dobrego kierowce) presja jeszcze podkreca energie tworcza nie niszczac jej.Najbardziej trafne jest dla mnie porownanie tworzenia , malowania do milosci-wiele jest dozwolone .Gdy jest iskra ogromnie duzo mozna z siebie dac. Zgadzam sie tez z Ela ze gdy sie idzie za tym "ogniem" to warsztat podporzadkowuje sie samoistnie idei.Mozna w milosci myslec, planowac, projektowac, wytyczac cele i je realizowac ale intelektualizowac ....tez.. choc zawsze ze szkoda dla idei. Sa rozne typy-jedni robia wszystko na zywiol, inni kompletnie odwrotnie-wyglada na to ze ty Julek jestes typem mocno panujacym nad emocjami tworczymi co moze dac w efekcie bardzo ciekawe rozwiazania ale moze stawac sie takze udreka...Musisz szukac sam w sobie odpowiedzi, przede wszystkim ustalic sam ze soba czego od siebie w sztuce chcesz.Wbrew pozorom to nie zawsze jest proste I wielu ludzi tego nie wie ...Swiadomosc tworcza to wazna sprawa.Swiadomosci nikt Cie nie nauczy.Zdobywasz ja sam i ona staje sie Twoim nauczycielem i prpwadzi Cie .
Avatar
martwy
2016-10-17
To troche nie tak - wg mnie tempo malarskie i żywiołowość muszą iść w parze z tematem - dynamiczną kompozycję i temat lepiej malować zamaszyście - i odwrotnie - statyczne tematy i formy w bardziej spokojny sposób. Na pewnym etapie bywa to niemal matematyczną kalkulacją, ale u mnie - np - ja nigdy nie myślę o kompozycji, bo robię to intuicyjnie, mam etapy kiedy myślę nad obrazem, i takie kiedy nie myślę inaczej jak 'narzędziami i środkami' - moim zdaniem 'malarz nie panujący nad środkami'' czyli intuicjonista, to 'iluzja' o tyle, że to, co wydaje ię intuicyjne, jest po prostu świetnie warsztatowo ogarnięte, tak że malarz to robi niejako nie zastanawiając się nad tym za czymym oczywiście stoją jakieś założenia i zasady. Intelekt w sztuce jest być może najważniejszy - o tyle, że głupi człowiek będzie malował głupie obrazy - najtrudniejsze jest po prostu balansować między kalkulacją, intelektualizowaniem, a 'intuicją' (czyli albo 'warsztatem, ktorego sobie nie uświadamiamy, albo 'wyrobieniem estetycznym (świadomością twórczą). Zauważcie jak 'tępe' wydają się obrazy które są w całości wykalkulowane w kżdym calu, albo przeciwnie - takie, w których 'intuicja' wywodzi tworcę na manowce, gdzie wszystko jest malowane 'na czucie' a brak jest formalnej dyscypliny.
Avatar

2016-10-18
Julek, Twoje słowa "ja nigdy nie myślę o kompozycji, bo robię to intuicyjnie", to może być wina kalkulatora, liczydła co zakłóca intuicję. Być może "myślenie inaczej, narzędziami i środkami" wypala całą energię.
Avatar
martwy
2016-10-18
sama intuicja jest nic nie warta, podobnie jak warsztat bez niej - owszem, zdarzaja sie genialni outsiderzy, ktorzy robia wszystko na intuicje, ale w tych wypadkach mają oni nadzwyczaj świetną spójność w prymitywizmie (np Henri Rosseau). Kompozycja to rzecz intuicyjna o tyle, że znając zasady komponowania, na pewnym poziomie robi się to 'automatycznie' - a to już w zasadzie przeczy 'czystej' intuicji - to ze jeden kolor jest 'cięższy' od innego, i np płaszczyznę koloru chłodnego można zrównoważyć stosunkowo niewielką dozą ciepłego na przykład, rzadko da się wyprowadzić z 'czucia' bez takiej wiedzy.
Ja wierzę w intuicję jako 'iskrę' jaka jest potrzebna, żeby wykonać coś w taki, a nie inny sposób, kiedy intuicja podpowiada ogólny zamysł, ale w innych wypadkach traktuję intuicję sceptycznie, jako że to, co za nią uchodzi, to najczęściej warsztat, ale już tak opanowany, że się nad nim nie myśli. Intuicja jest też przydatna kiedy człowiek łamie prawidła - ale też, łamiać je może wtedy, kiedy już je jakośtam opanował - wtedy wie co odrzucić, co zostawić (Rozstrzelanie Wróblewskiego jest np interesującym przykładem złamania kanonu kadrowania postaci)
Właściwie zasady są tylko po to, żeby uczynić sferę, w ktorej malarz się nie potknie - ale postać można i obciąć np w kolanach, albo gdziekolwiek, i zrobić to tak, że będzie działało.
Mówiąc, że "myślę narzędziami" miałem na myśli to, że są momenty kiedy nie zastanawiam się nad tym, czy gdzieś położyć np brązowy czy niebieski, tylko to robię - nie mam nawet wtedy czasu się zastanawiać - a czasami siedzę nad całą koncepcją jak nad puzzlami - zwłaszcza jak jest dużo postaci i kolorów, i trzeba jakoś porozdzielać plany, plamy, cięzary i zaznaczyć kierunki, rytmy, etc - wtedy jest w tym po prostu analiza. Ja zresztą chciałbym malować bardziej żywiołowo, napewno, ale odważam się na to tylko na kartkach.
Mój problem jest taki, że w momencie, kiedy zacząłem utrzymywać się z malowania i traktować to bardziej na poważnie, kiedy wielu ludzi mnie obserwuje, już nie mam tej debilnej radości malowania czegoś naiwnie kiczowatego albo wręcz infantylnego - wiem ze ode mnie ludzie oczekują, że będę malować lepiej i presja tego ze ma być lepiej robi mi gorzej. Jestem załamany, idę , oglądam obraz np. Picassa, tak na to patrze i myślę: 'Ale zjechane, nie chciałbym tak malować" - może ja za bardzo analizuję, a liczy się wrażenie, bo przecież prawie w każdym obrazie uznanym nawet, znajdę jakąś "dziurę w całym''. A teraz się przeprowadziliśmy i przechodzimy adaptację. A ja wiem, że malarzem jestem jeszcze zbyt kiepskim, i zdarzyło się ze dwa razy że wiedziałem jak to robić i w którą stronę.
Avatar
*Azja
2016-10-18
Wlasciwieto przydalaby Ci sie jakas szczepionka aby zyskac odpornosc na sukces :-)...I troche egocentryzmu :-)). Jezeli nie poddasz sie frustracji to pojdziesz w gore.
Avatar
ela k.
2016-10-18
Julek, samodestrukcja. Niszczysz sam siebie zadreczaniem sie. Stawiasz sobie wysokie wymagania, chcesz zadowolic innych, cos idzie nie tak, pojawia sie destrukcja i idziesz w dol. Twoj problem nie lezy w umiejetnosciach, tylko w psychice. To nie pracuje. Pozdrawiam
Avatar

2016-10-18
Podobnie miałem kiedys (dawno temu) z projektowaniem wnętrz (malarzem jestem niedzielnym, póki co),. Rozmawiamy o presji czasu, jakości i poziomu. Julek można sobie z tym poradzić chyba tylko w jeden sposób. Nie pozwolić sprowadzić swojej pracy do wymiaru obowiązku. Wyznacz granicę, za którą decydujesz o wszystkim tylko Ty, nie czas i nie cudze oczekiwania. Kreatywna praca wymaga określonych, sprzyjających warunków i o to trzeba dbać jak o własną niepodległość ;)
Avatar
martwy
2016-10-18
Nikt mi nie każe niczego malować - mam w tym temacie całkowitą dowolność i chciałbym zadowolić jedynie siebie - a o to jest bardzo trudno.
Avatar

2016-10-18
Jak napisałem wcześniej: "Kreatywna praca wymaga określonych, sprzyjających warunków i o to trzeba dbać jak o własną niepodległość ", co oznacza również, że i własnym (niestety) wymaganiom trzeba wyznaczyć nieprzekraczalne granicę.
Avatar
martwy
2016-10-18
Sargentem nie będę, Beckmannem też, ani ich wypadkową (haha) - to wiem
Avatar
*Azja
2016-10-18
wystarczy zebys byl J.Lewandowskim.Tym autentycznym...Wyglada na to ze to calkiem niezle nazwisko. (wlasciwie to wszystko zalezy od Ciebie).
Avatar

2016-10-18
Przyszłości nie znamy, możemy się tylko starać by była nam przychylna. Azja ma racje, mamy w ręku mocny argument bycia sobą, przydatny zawsze, a zwłaszcza w trudniejszym czasie.
Avatar
martwy
2016-10-18
tak, świetnie sie kojarzy z Robertem Lewandowskim (technika wyborcza taka, ze nazwisko ma sie dobrze kojarzyć) - właśnie dlatego wczoraj polecala mnie desa pewnie na aukcji (bo przecież nie dlatego ze się dobrze sprzedaję, bo nie sprzedaję się tam za dobrze)- łatwo zapamiętać. Mój dziadek Ryszard też był malarzem amatorem, ale podpisywał się R.Lew. Co do sprzedawalności, to też jest to dla mnie sprawa drugorzędna - nie chcę malować sprzedawalnych knotów i kotów w koszyku, rzeczy łatwych, ludzików o niczym - super być n pozycji, w której wszyscy liczą na Ciebie, a Ty tymczasem nic nie umiesz. Bo i malowanie polega na udawaniu ze się coś umie. Rzuciłbym się na wielki format przedstawiający cały przekrój społeczny, ale to jest pomysł na potem - i tak tego bym nie sprzedał - nie da się ukryć, że na ogół pracujemy dla osób, które chcą tylko ładnej ozdoby pasującej do kolorowych zasłon - kolekcjonerów z prawdziwego zdarzenia jest niewielu, a jeśli już, to napewno nie kupują obrazów z serii 'młoda sztuka' bo dbają o oczną higienę, i po prostu nie chodzą tam.
Avatar
mARTa
2016-10-19
To strasznie smutne, musiec żyć z malarstwa, choć i bardzo zaszczytne. Maluje się wtedy dla innych, nie dla siebie. No chyba że już się zdobędzie pozycję, gdzie żadna krytyka nie sięga.
Avatar
*Azja
2016-10-20
Co to znaczy "musiec zyc z malarstwa"?....Nikt raczej nie "musi" z niego zyc (mozna np pracowac w markecie albo w mc Donald ) .Poza tym jezeli w ogole to...znam duzo smutniejsze zajecia zarobkowe ;-)...Nawet malowanie "fuchy" moze byc bardzo mile . Poza tym z malarstwa zyja ludzie ktorzy (przewaznie) uwielbiaja malowac ;-). Jak sie sprzedaje nawet malowanie pod klienta to super. SUPER.
Avatar
martwy
2016-10-20
Czy żyjąc z malowania maluje się dla innych, nie dla siebie - pewnie są malarze co malują to, co jest modne i sprzedawalne - ja tak nie robię. Nie wykonuję zamówień, na przykład. Zycie z malarstwa nie jest smutne - o wiele smutniejsze jest to, że 20 lat pracowałem fizycznie i praktycznie straciłem władzę w obu rękach - dostałem zapalenia nerwów od pracy po 12h dziennie - i to jest smutniejsze, jak się jest zmuszonym do ciężkiej pracy, której się nienawidzi.
Avatar
ela k.
2016-10-20
20 lat..... Boze! przeciez mogles ja zmienic....
Ja wprawdzie tez bylam zmuszona do podjecia pracy, ktora mi nie odpowiadala, ale to trwalo tylko pol roku. Poprostu znalazlam zajecie ktore mi pasuje.
Avatar
mARTa
2016-10-22
Źle mnie zrozumieliscie. Mialam na mysli, ze koniecznosc sprzedawania prac odziera malowanie z niezaleznosci. Sa smutniejsze zajecia ale nie ma smutniejszego obrazu, niz chaltura.
Avatar
mARTa
2016-10-22
I zeby znow zle nie zrozumiec - nie kazdy obraz malowany na zamowienie to chaltura. Wielcy portrecisci malowali na zamowienie, bo jak inaczej :). Chaltura jest wtedy, gdy tworca doskonale wie, ze pracuje ponizej swych mozliwosci artystycznych, zdradzajac swa sztuke, tylko dla kasy.
Avatar
*Azja
2016-10-22
Ale tutaj nie mowimy o takim przypadku..Wielu artystow koniecznosc sprzedawania przekulo na swoj sukces. To zawod, jak kazdy inny:takze ma swoja specyfike...Zawodowy malarz..czy z gory skazany jest na zycie z dzialalnosci ponizej swoich mozliwosci?...Ja uwazam ze czlowiek ktory decyduje utrzymywac sie z malowania czyli wybiera taki zawod z ulubienia tej dzialalnosci-ma sukces jezeli jego zamiar staje sie rzeczywistoscia...Chalturzy jak chce albo jak musi (tak na prawde nie musi bo moze zarobic inaczej ) ale generalnie jest wygrany bo wybiera w zyciu pojscie za pasja zamiast codziennego chalturzenia jakim w jego przypadku bylaby jakakolwiek inna nie-artystyczna praca. ....No, cos w tym stylu-nie wiem czy udalo mi sie jasno przekazac to, o co mi chodzi ;-).
Avatar
martwy
2016-10-22
Czy malarze chałturzą - mówią że owszem, bo odbiorca ma tak kiepski gust, że muszą malować jelenie i papużki. Prawda jest jednak taka, że 99% ludzi, którzy malują obrazy 'na sprzedaż' po prostu inaczej nie potrafi, a w głowie ma trociny. Nie znam wypadku, kiedy dobry malarz trudniłby się tzw. 'chałturami' malując prywatnie 'dla siebie' obrazy dobre. Oni po prostu malują kiepsko i potem mówią, że tak muszą - w istocie wychowują na tych knotach i odbiorcę, i galerzystę, którzy wybierają to, co im się oferuje. To nie tak, że malarze nie ponoszą odpowiedzialności za dobry czy zły smak publiki - w rzeczywistosci oni go właśnie kształtują - a potem narzekają, że jest coraz gorzej (bo jest, nie ma się co oszukiwać że dobiliśmy do zasady z dawnych czasów, że to, co się dobrze sprzedaje nie oznacza, że jest to dobre, a sztuka się wydarza gdzieś na peryferiach, niezwykle rzadko - żeby to zmienić, potrzeba artystycznych kolektywów z programami i założeniami, a tego przeciętnie malarze boją się jak wody święconej - i tego nie ma. Jest rynek, w którym wszystko jest tak samo merytorycznie świetne.
Avatar

2016-10-23
Nie marudzić tu nadto, tylko marsz do malowania.
Czas mija, schną farby i stygną pomysły ;)
Avatar
*Azja
2016-10-23
Znam takiego jednego malarza..tak maluje chaltury ze wiekszosc odbiorcow mysli ze to jego prawdziwy poziom (wysoki) ale tak nie jest..Robi to dla pieniedzy I nudzi go to a inne rzeczy( te z duszy malowane) chowa w swojej pracowni...I co-i tak jest dobrze ze to co robi pod klienta jest nie-zenujace , w dobrym guscie.Tak wlasnie jest z prawdziwymi artystami: nawet chalturze nadadza swoj styl.
Avatar
martwy
2016-10-23
haha, nie wierzcie malarzom co 'chowają w swojej pracowni' prawdziwe dzieła - tak wypowiada się też wielu sławnych, min. (Tarasewicz, który ''osiągnął mistrzostwo warsztatowe" jak sam mówi) i ta historia jest o tyle podejrzana, że ja ją już jako anegdotę nie raz słyszałem - że tworca 'nie pokazuje' swoich arcydzieł, które trzyma ukryte w pracowni, by je ujawnić w stosownym czasie (a najczęsciej nie ujawnić w ogóle, bo tych dzieł nie ma).
Avatar
*Azja
2016-10-23
Nie o to chodzi...Ja widzialam niektore z tych jego prac "schowanych"...Namawialam go aby je wystawial do sprzedazy ale nie podjal tematu.Mysle ze boi sie ze straci klientele gdy odsloni swoja bardziej intymna twarz...To jest na prawde bardzo dobry malarz, jego towar na sprzedaz jest bardzo dobry warsztatowo, zachwyca ludzi i sprzedaje sie b dobrze (obserwuje) choc mnie osobiscie nudza te obrazy ( i jego tez, jak sam przyznal).Wiem ze potrafi duzo lepiej ale co z tego skoro te lepsze tak nie schodza ? A on lubi malowac tak czy siak i lubi zarobic. No nic-taki przyklad. Sama malowalam kiedys na zamowienie-czyli ze byla to chaltura z tym ze malowalam kopie wlasnych obrazow-to bylo troche nudne i troche meczace ale za to duza przyjemnosc mialam kasujac gotowke ;-).
Avatar
martwy
2016-10-23
Jest pewna sprzeczność w tym, że mówisz o jego 'chałturach' że są dobre, a zaraz potem, że są 'nudne' - może pokaż przykłady, to będzie wiadomo o czym mówimy, i czy te obrazy rzeczywiście są 'dobre warsztatowo, ale nudne' - warsztat to też łeb, nie tylko opanowanie narzędzia.
Avatar
*Azja
2016-10-24
Oczywiscie nie zrobie tego-to nie byloby w porzadku bo nie mowie o jakims tam artyscie ale o osobie z ktora jestem zaprzyjazniona. A tak a propos sprzecznosci : jest wiele obrazow uznanych za dobre, wisza w muzeach itp ktore ja osobiscie odbieram jako nudne...I nie wierze ze jestem jedyna ;-).W tym konkretnym przypadku o ktorym wspomnialam sytuacja jest troche paradoksalna bo jego obrazy sa tematycznie fajne, ciekawe, wrecz zabawne ale nudna jest dla mnie monotonia krecenia sie wokol tego samego tematu, ta sama forma itp...On ma lepsze obrazy-na inny temat....na inne tematy, czasem tez niezabawne.
Avatar
martwy
2016-10-24
Jeżeli ktoś coś wytwarza, to zwyczajnie powinien brać za to pełną odpowiedzialność - w tym liczyć się z krytyką - i to wydaje mi się w porządku - jeśli nie chce być krytykowany, to nie musi wystawiać, bo chyba nie prezentuje się obrazów po to, żeby odbierać gratulacje - tu niestety często gratulacje są tak 'z automatu'. Zaraz dojdzie do tego, że sam zacznę pisać imiennie o obrazach dobrych i złych - i co? skoro ktoś wali knota to powinien się liczyć z tym, że ktoś to zauważy.
Avatar
*Azja
2016-10-25
Pewnie :-)))
Avatar
mARTa
2016-10-26
Chyba rozumiemy wszyscy, ze zyczliwe komentarze tutaj sa wyrazem zachety i poparcia, czasem autentycznego zachwytu, a za krytyke wystarczy brak komentarza...
Malowanie najczesciej jest potrzeba wewnetrzna, zwl dla amatorow.
Co do profesjonalistow, rozumiem Asie, bo ja bezblednie potrafie wyczuc, czy malarz namalowal cos "z serca", czy "dla publicznosci". Oczywiscie, profesjonaliste obowiazuje w kazdym przypadku dbałość o poziom pracy :)
Avatar
martwy
2016-10-26
Hauser napisał, że "należy oddzielić potrzebę twórczą, od umiejętności jej sprostania'' - to oznacza, że potrzebę twórczą ma wielu, wrażliwość ma kazdy, ale to nie oznacza że każdy będzie tworzył dzieła sztuki (co się tyczy absolutnie każdego twórcy). Ludzie tworzą z wewnętrznej potrzeby, owszem, ale zawsze dla jakiejś publiczności (wyjąwszy np. czas sprzed internetu, kiedy malowało się do szuflady bo i tak nie było tego gdzie pokazać, może znajomym - więc też publiczność). Dzielą się na dwie grupy - tacy, co uważają, że cokolwiek zrobią jest świetne i nie znoszą słów krytyki, i tacy, których załamuje brak krytycyzmu, ponieważ krytycyzm, między innymi, czegoś ich uczy - pierwsi najczęściej kręcą się w kółko, drudzy mają szansę się doskonalić. Większość twórców to typ pierwszy. Naprawdę, na autentyczny zachwyt zasługuje niewiele rzeczy, a i nie wiem, czy autentyczny zachwyt wyrażony słowem 'wspaniałe', 'świetne' i 'wybitne' służy czemuś poza wymianą uprzejmości - krytyka to krytyka, bywa negatywna i należy uzasadnić dlaczego także w przypadku krytyki pozytywnej - a więc - coś jest dobre - dlaczego? - i nie, nie akceptuję tu odpowiedzi - 'bo mnie porusza' - bo mogę znowu zapytać 'co sprawia, że Cię porusza, albo, co konkretnie porusza? jaka jest różnica, między czymś co 'działa' a czymś co 'nie działa'? Ogłądałem reportaż o Edwardzie Jamesie - był on poetą, i mecenasem surrealistów - kupował ich obrazy. Powiedział w wywiadzie: ''Nigdy nie kupiłem słabego obrazu, ponieważ mogłoby to zachęcać kiepskiego twórcę do dalszej pracy" - no a komentarze tutaj często są bardzo zachęcajace do pracy, nie przymierzając złej. Nikt nie maluje świetnie od razu, oczywiście, ale bynajmniej superlatywy nie pomagają malować lepiej
Avatar
Marchewa
2016-10-26
Tak "czytam sobie Ciebie" Martwy i pomyślałam, że momenty bezradności nad tym co się robi ma każdy. Ale ani to zostawić ani brnąć w to dalej....a uciec się nie chce albo się nie może. Kiedy robimy coś co kochamy bywa, że zaczynamy kochać i nienawidzić...i kompletnie nie wiadomo co z tym robić. Każdy więc działa na swój własny sposób bo każdy z nas jest inny. Ja często uciekam.....szukam nowego (zresztą robię to stale)....i zawsze wracam....przeważnie z nowym spojrzeniem i głodem jakiego wcześniej nie doznałam. Nie zabiegam o oklaski bo jestem w tym co robię raczej przeciętna co nie oznacza, że oklaski nie łechczą przyjemnie ;) Lubię patrzeć plamami i kadrami, przyglądać się jak zieleń na liściach zalewa kolor sąsiadującego dzbanka. Lubię odchodzić by wracać....
Odsapnąć, nie czekać na krytykę bo nie zawsze jest konstruktywna, posłuchać siebie ale za tydzień, dwa. Czas pozwala na inne spojrzenie, inną kreskę bywa, że inne malowanie.
Ty jesteś świetny w tym co robisz, więc odpuść i wróć do sztalugi jak popatrzysz na świat bez pędzla obserwując go oczami malarza.
Rzeczy wielkie rodzą się w bólach ;)
Avatar
tcktck
2016-10-28
> a za krytyke wystarczy brak komentarza...

zahaczę o wątek, który trochę ściąga na ziemię po tych pędzlach liści i oczach malarza. Wedle jakiego rozumowania za krytykę ma służyć "brak komentarza"? Rozumiem taką sytuację - w towarzystwie, kiedy artysta prosi innych o chwilę cierpliwości, idzie na zaplecze i przynosi gościom najnowsze dzieło. Nikt nie śmie powiedzieć słowa, wzrok poszczególnych osób spotyka się na dwa mrugnięcia, a ktoś nieśmiało prosi o dokładkę sałatki majonezowej. Wtedy brak komentarza jest krytyką miażdżącą, po której artyście pozostaje jedynie albo uwierzyć, że jest awangardowy albo że marnuje tlen wciąż żyjąc. Tak, wtedy to tak działa. W Internecie nie działa.

Logicznie rzecz ujmując - jeśli przyjmiemy, że brak komentarza równa się krytyce - zmiażdżyłem swoją nieobecnością i małomównością szereg wspaniałych obiektów. Nieistotne, czy maczał w tym Zuckerberg ograniczając widoczność postów czy ja sam, nie mogąc się zarejestrować wszędzie, gdzie istnieje możliwość komentowania. Dlatego, bądźmy szczerzy, jeśli mówi się o krytyce, która wyraża się brakiem reakcji/oceny to wpadamy w pułapkę pokątnego wyrażenia niechęci, aby jakakolwiek opinia w kontekście naszego obiektu zaistniała. Oczywiście, oprócz tej pozytywnej.
Avatar
martwy
2016-10-28
sądzę nieco inaczej - krytykować konstruktywnie opłaca się tylko to, co jeszcze rokuje na poprawę - to co jest straszliwe złe, musi być krytykowane tylko wtedy, kiedy sie znajdzie 'w obiegu' - gówniane ilustracje do gazet, kiepskie twory w galeriach, etc. Reszta być może nie zasługuje na uwagę, także krytyczną, bo jest po prostu całkowicie niedobra.
Avatar

2016-10-29
Coś o krytyce (subiektywnie): Jest zbędna.
Avatar
tcktck
2016-10-29
Coś o artystach, którzy uważają, że krytyka jest zbędna (subiektywnie): są zbędni.

A tak już zupełnie serio - brak zewnętrznej krytyki sprawdza się jedynie w jednym wypadku - gdy sam artysta zdobywa się na wysiłek bycia realnie samokrytycznym wobec swojej twórczości. Z wielu powodów - jest to sytuacja utopijna. "Wyjście z siebie", by ocenić swoje jako cudze z wielu powodów jest niemal niemożliwe. Za to lęk przed krytyką mówi dostatecznie dużo o artyście bojącym się tego narzędzia. O jego nieumiejętności formułowania własnego stanowiska wobec świata (jako twórcy i jako człowieka), realnej oceny tego, czy spełnia się własne założenia oraz o tym, że taki wzrastał wśród środowiska, które w szerszym oglądzie jest wobec niego nieszczere. Dlatego są to twórcy zbędni, wtórni i zajadli. A to się idealnie odciska w pracach.
Avatar
martwy
2016-10-29
ja bym powiedział, że formułując zdanie: ''krytyka jest zbędna" należałoby trochę nie myśleć wyłącznie o sobie, a rozejrzeć się w około, co też to hasło zrobiło ze sztuką - 'w sztuce liczy się gest demiurga-artysty', ''niczego nie powinno się oceniać'' "o gustach się nie dyskutuje" etc. Brak rzeczowej krytyki, odżegnywanie się i od krytyki i od estetyki, zdawanie się na zasadę 'maluj jak czujesz', postulowanie haseł, że "sztuka musi być wolna'' skutkuje tylko konsekwentnym obniżeniem się jej poziomu. Do tego przykładają rękę nie tylko ''artyści'' i studenci akademii - także ich promotorzy, kuratorzy i krytycy - skoro w sztuce ''wszystko już było'' to nową jakościa staje się stwarzanie takiego gówna, którego jeszcze 20 lat temu nikt by nie wystawił ze wstydu. Artysta tworzący gnioty staje się artystą awangardowym. Ponieważ widz na ogół nie za bardzo rozumie, po co te gnioty powstają, do zasady ''maluj jak czujesz" dołącza się zasada, że widz jest zbędny - bo skoro nie docenia/nie rozumie, jest niewrażliwy, czy krytykancki, to artyście nie jest potrzebny. Wielu malarzy tak mi pisało - że twórca ma się krytyką nie przejmować - kiedy im potem pokazuje, jak opłakane są rezultaty lansowania takiej filozofii, to otwierają im się oczy.
Oto finalistki konkursu Bielska Jesień:
https://pl.pinterest.com/pin/520939881875160464/
https://pl.pinterest.com/pin/520939881875160461/
https://pl.pinterest.com/pin/520939881875160595/
I paru zakwalifikowanych:
https://pl.pinterest.com/pin/520939881875160930/
https://pl.pinterest.com/pin/520939881875160550/
https://pl.pinterest.com/pin/520939881875160976/
Więc głosząc tak odważne tezy, że krytyka nie ma sensu, dokłada się reki do takiego ścierwa, niestety.
Avatar

2016-10-29
Nie trzeba wysiłku, by ocenić swoje jako cudze, tu potrzebny jest tylko upływ czasu ;)

Człowiek nie rozwija się pod wpływem krytyki, człowiek dojrzewa stopniowo z upływem czasu. Krytyka to negatyw, jeden z wielu niszczących relacje między ludźmi.

Wiem, że żyjemy w czasach „olbrzymów, wszechwiedzących, wszechmocnych” karłów. Więcej, wyżej, szybciej. Ale człowiek ma swój zegar i ręczne przestawianie w nim wskazywanych godzin prowadzi wyłącznie do katastrofy. Może i przez chwile zyska sztuka, ale straci jej autor.
Avatar

2016-10-29
Julek, poziomu sztuki nie niszczy wolność, tylko ludzie mający wpływ na szacowanie określonego dzieła. Trochę jak w bankowości, co chwilę produkują kolejną bańkę spekulacyjną.
Avatar
martwy
2016-10-29
Krytyka to negatyw? to tak jakby mówić że dramat to jedynie tragedia. Jeśli człowiek rozwijałby się z upływem czasu, nie byłoby twórców tłukących 30 lat to samo, i coraz gorzej - a takich jest bardzo dużo.
Avatar
tcktck
2016-10-29
Piotr, wydaje się, że chyba jak w każdej dyskusji musimy ustalić definicje - co uznajesz za krytykę? Bo jeśli mówisz, że krytyka to negatyw, to mam wrażenie, że utożsamiasz krytykę artystyczną jako komentarz kolesia z kotem w awatarze, który napisał "brzydkie, pozdrawiam" pod pracą.
Pomijam, że krytyka artystyczna to uprawomocniona (tradycją HE HE) nauka pomocnicza dla historii sztuki, ale pełna definicja krytyki zawiera w sobie również to, co jest na tyłach albumów, blurby kuratorskie i pozytywne recenzje zaproszonych znajomych. Dlatego ten negatyw to jeszcze rykoszetem się może odbić, ale nie dlatego, że tacy maruderzy jak np. Baudelaire trafnie przewidzieli pewnych współczesnych im, jako tandeciarzy, ale negatywnym skutkiem jest właśnie chór zachwyconych każdym krokiem artysty, "bo to artysta".
Avatar
martwy
2016-10-29
Nie - wielu ludzi niszczy ten poziom, głównie metodą 'lajk za lajk' - odbiorca sztuki na fejsbuku, czy w galerii - on nie ma pojęcia, że sztukę się wartościuje, bo krytyka artystyczna inna niż w superlatywach nie istnieje, kolega po fachu nie krytykuje współbraci artystów, a galerzysta jest cyniczny - ale w czym on ma wybierac, jak dobrych malarzy po prostu nie ma? no niestety.
Avatar
martwy
2016-10-29
Czy ja umiem malować - napewno nie - gdyby poziom ogólny był taki jak jeszcze 20 lat temu, nikt by się nie zainteresował tymi obrazami - wydaje się, że powinienem się cieszyc, ale wbrew pozorom sytuacja jest o tyle niedobra, ze widz wychowywany na miałkim kiczu nigdy potem nie zwróci się ku lepszej sztuce - ponieważ ją będzie utożsamiał, z tym co mu się oferuje - nie będę malarzem fluorescencyjnego safari z zaciekiem, i choćbym zrobił coś naprawdę dobrego, nie trafię do tych ludzi - a tak sobie studenci wychowali publiczność, na tandecie i kiczu.
Avatar
*Azja
2016-10-30
Po prostu ludzie z dobrym smakiem sa w totalnej mniejszosci co nie znaczy ze ich nie ma albo ze nie kupuja sztuki.Latwo to sobie uswiadomic na przykladzie muzyki ( ktora jest bardziej ogolodostepna niz malarstwo i inne sztuki plastyczne ).W radio leci chlam i to w wielu krajach a jednak istnieja swietne zespoly ktore zyja z grania-na ich koncerty przychodza ludzie i kupuja plyty. Po prostu chlam jest lansowany.A czemu?...moze nie wiem ale podejrzewam ze z tego samego powodu dla ktorego wpychane sa smartfony z programem podpowiadania wyrazow przy pisaniu, geolokalizacja i inne tzw "ulatwiacze zycia" ktore maja za cel---oglupic ludzi - obnizyc ich poziom.
Wtedy stado jest latwe do manipulowania i glupie. Je modyfikowane zarcie i nosi plastikowe buty placac jak za zboze...bo znaczek markowy.
A dobre malarstwo nie przestanie istniec tak jak nie przestana sie rodzic zdolni i wrazliwi ludzie. Jezeli nie beda malowali to w inny sposob sie wyraza ale ich geny i tak przejda dalej.Spoko ;-).
Avatar
~Wolfenstein
2016-10-30
Która to ta lepsza sztuka? Przykłady poproszę.
Avatar
CaesarEdenpert
2016-10-30
Teraz to się pogubiłem, sztuka, lajki na fejsie itp....
Co ma jedno do drugiego? A co do ludzi ze smakiem, to zawsze tak było; byli w mniejszości, w każdej dziedzinie.
Z jednym się zgodzę poziom absolwentów ASP nieustannie spada, na szczęście nie wszystkich i w tym ogóle prawdziwe diamenty tym bardziej świecą
Avatar

2016-10-30
•tcktck. Krytyczne spojrzenie jest koniecznością, ale werbalnej krytyki dziś wszędzie nadmiar, nawet w tej dyskusji, a trudniej w niej o wspomniany blurb, ten niewdzięcznie wymaga kreatywności. Ta dysproporcja (niezdrowa) dowodzi, że krytyka rozpowszechniła się z racji prostackiej łatwości w obsłudze, a z dawnej wyrafinowanej krytyki pozostała już tylko czysta, bezużyteczna dla poziomu sztuki manipulacja. Jak w polityce, czasem z powodu polityki.

Recepta (być może): Ćwiczyć wyłuskiwanie cech pozytywnych i stosowanie ich jako fundamentu oceny dotąd, aż stanie się nawykiem (bezwarunkowym), aż wyprze nawyk stosowania bezkrytycznej krytyki. Inaczej nie ruszysz z miejsca i Ty, choć część swej krytyki dość nieudolnie kamuflujesz między wierszami.

Avatar
martwy
2016-10-31
Smieszy mnie ''bezwarunkowy odruch pozytywnej krytyki" i ''bezkrytyczna krytyka"(chyba miało być : bezwzględna).Problem z blurbami jet taki, ze jest to na ogół ciężkostrawny, niezależny od rodzaju treści i formy dzieła wydumany i pretensjonalny tekst (o wszystkich tworach jest to samo). Na dobry blurb kuratorski zasługuje Julian Ziółkowski, ale nawet on nie dorobił się właściwie sensownych not krytycznych. Jest wielu twórców, u których nie ma gdzie tej pozytywnej krytyki nawet zaczepic, bo koncepcja i rezultat są poronione. Dawna, wyrafinowana krytyka (np. Baudelaire, min.) bezlitośnie gromiła współczesne ''bożyszcza rynku" - złośliwie, w ironicznych superlatywach, szyderstwem i wyśmiewaniem. O tych szalenie popularnych twórcach niewiele dziś wiadomo, i może zapełniają antykwariaty ze starociami. Na to co jest dobre, jest prosty test - wziąść obraz i przyłożyć do unanego dzieła sztuki, które nam się podoba. portret do portretu, pezaż do pejzażu - jeśli obraz się ''broni'' w tym towarzystwie, jest najprawdopodobniej dobrze - jeśli nie można wytrzymac patrząc na to 'zestawienie' jest pewnie po prostu zły.
Avatar
ela k.
2016-10-31
Przepraszam, nie rozumiem, cytuje : "Na to co jest dobre, jest prosty test - wziąść obraz i przyłożyć do uznanego dzieła sztuki, które nam się podoba. portret do portretu, pezaż do pejzażu - jeśli obraz się ''broni'' w tym towarzystwie, jest najprawdopodobniej dobrze".
Czy chodzi o to zeby sprawdzic czy dobrze skopiowalismy? Moim zdaniem dobry obraz obroni sie bez zadnego towarzystwa. Wydaje mi sie ze za duzo przyklada sie wagi do krytyki. Zazwyczaj nikt tych krytyk nie czyta, a jezeli nawet, to i tak samodzielnie wyrabia sobie zdanie po obejrzeniu obrazu.
Avatar
martwy
2016-10-31
Nie - nie chodzi o to czy dobrze skopiowaliśmy. Chodzi o to, że dobry obraz "wytrzymuje'' w konkurencji z najlepszym (spójność estetyczna, temat i forma, pomysł, kompozycja, rytmy, kolor, światło)- a jeśli nie jest dobry, nie da się tego oglądać w towarzystwie czegoś lepszego, bo od razu widać jak bardzo jest niedobry
Avatar

2016-10-31
Julek. Do wielkich tego świata droga daleka, dla wszystkich nas tutaj zapewne, a jeszcze odleglejsza dla poirytowanych tą odległością.

Uśmiechnij się do ludzi i pracuj myśląc o tym ile dobrego może jeszcze się wydarzyć.
Avatar
tcktck
2016-10-31
>Krytyczne spojrzenie jest koniecznością,
słyszę to wszędzie, od studiów po jakieś fanpage coachowskie i to pojęcie ("krytyczne spojrzenie") zyskało taką samą sławę i deformację znaczeniową jak "[coś,ktoś] niezależne/y". Dlatego prosiłem o ustalenie definicji z Twojej strony, Piotrze - żeby dyskusja była możliwą.

>ale werbalnej krytyki dziś wszędzie nadmiar
powtórzę się - "dupa" na murze to nie jest krytyka wyrażona werbalnie. To wciąż dupa na murze, wandalizm, żart, napis.

>nawet w tej dyskusji,
tu akurat zgoda, owszem - pojawił się wątek krytyczny wobec postaw twórców, włącznie z tym zawodzeniem o tym, że krytyka jest zbędna i nikt nie czyta.

>a trudniej w niej o wspomniany blurb, ten niewdzięcznie wymaga kreatywności.
w krytyce trudniej o wspomniany blurb? Blurb kuratorski w obecnym znaczeniu jest tekstem marketingowo-informacyjnym. Krytyka ma to do siebie, że powinna być daleka od taktyk marketingowych, bo wtedy zahacza o pole, do którego nie przynależy i z którym ma konflikt interesów.

>Ta dysproporcja (niezdrowa) dowodzi, że krytyka rozpowszechniła się z racji prostackiej łatwości w obsłudze,
dupy na murze - owszem, rozpowszechniły się. Krytyka - w żadnym razie. Głównie ze względu na trudność w obsłudze.

> z dawnej wyrafinowanej krytyki pozostała już tylko czysta, bezużyteczna dla poziomu sztuki manipulacja
Piotrze, jaką "dawną wyrafinowaną" masz konkretnie na myśli? Bo "czysta, bezużyteczna dla poziomu sztuki manipulacja" to właśnie krytyka oparta na mechanizmach marketingowych. Opłacony art coaching, skutkujący obecnością w mediach artystów, którzy zainteresowali generujących teksty tylko tym, że zapłacili im za promocję.

>Jak w polityce, czasem z powodu polityki.
Czyżbyś był jednym z tych, którzy uważają, że istnieje sztuka apolityczna? : >

> Ćwiczyć wyłuskiwanie cech pozytywnych i stosowanie ich jako fundamentu oceny dotąd, aż stanie się nawykiem (bezwarunkowym), aż wyprze nawyk stosowania bezkrytycznej krytyki.
Szukanie pozytywu w negatywie to jedna z technik nauki prowadzenia sporów. Oraz kursów pozytywnego myślenia - z krytyką artystyczną/myśleniem krytycznym nie ma to nic wspólnego

>choć część swej krytyki dość nieudolnie kamuflujesz między wierszami.
Nie wiem co masz na myśli. Z jednej strony - można napisać "nie masz pojęcia o czym mówisz" wprost, a można i tak napisać, by okazało się, że mówisz o czymś, co posiada sprzeczną definicję z definicją pierwotną słowa. To kwestia i humoru piszącego, jak i jego sposobu, w jaki dyskutuje.

>Wydaje mi sie ze za duzo przyklada sie wagi do krytyki.
wyrażenie "wydaje mi sie" jest kluczowe dla całej wypowiedzi i na tym zakończmy ten wątek

Avatar
martwy
2016-10-31
https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/t31.0-8/q84/s720x720/10903896_832019886859729_1720566886586245316_o.jpg
William Wissing, Laurence Hyde 1st Earl of Rochester, druga połowa wieku 17 / Dominik Smolik,The Frontline, 2014. to co prawda bardzo jaskrawy przykład zestawienia dwóch dzieł - dzieła sztuki i ''dzieła sztóki"

Avatar

2016-10-31
To drugie, to ściana mojej łazienki w trakcie (we wczesnym etapie) remontu ;)
Avatar
martwy
2016-11-01
prawda, taki kolor jak klej do kafelków, którymi się chce okleic paskudnie malinową ścianę - co się stało z naszym odbiorem sztuki w niespełna 40 lat (tyle ma mniej więcej postmodernizm) że obrazy pana Smolika, który nic innego nie maluje, tylko rozciery tego typu, jednak znajdują grono nabywców. Tylko dlatego wróciłem na ten portal, bo jeszcze można tu znależć malarzy, którzy mają kilka bardzo dobrych obrazów. Galerie internetowe, aukcje młodej sztuki i studenci asp to na ogół populatorzy i producenci wrzodów dychawicznych na sztuce.
Avatar

2016-11-01
Tcktck „Ustalenie definicji - żeby dyskusja była możliwą.„
Może tak: Jest krytyka codzienna i jest krytyka sztuki.
Pierwsza chyba ma służyć za wentyl bezpieczeństwa, służy, każdego dnia i w nadmiarze.
Druga, służy wąskiej grupie będą częściowo źródłem irytacji tej pierwszej.
Są też dwie hybrydy krytyki:
… kiedy osobnik w wcześniej nazwany krytykiem codziennym bierze się za sztukę i
… kiedy osobnika zwanego krytykiem sztuki dosięga codzienność.
Tyle poniedziałkowo-wieczornych mądrości, a teraz trochę poważniej :)

"dupa na murze to nie jest krytyka wyrażona werbalnie. To wciąż dupa na murze, wandalizm, żart, napis.”
Nie zgadzam się - psinco-prawda :) Będąc jeszcze małolatem w którejś tam piątej klasie podstawówki z okna samochodu wypatrzyłem graffiti. Była to karykatura Jaruzelskiego w krótkich spodenkach, z których coś tam wystawało. Pod dziełem widniał lakoniczny dopisek: „Zobacz Jaruzel co wyszło ci z reformy” Ta rzeczona „dupa”, o której wspominasz to również próba zamanifestowania swojego niezadowolenia, tyle, że mniej czytelna. Być może autor był na coś zły, tylko nie wiedział jeszcze na co (dziś to dość powszechne zjawisko w każdym środowisku).

Pozostałe treści wywołały refleksje taką:
Coś o krytyce (subiektywnie): jest zbędna. Jak jedna tak i druga.
Krytyczne spojrzenie to co innego, przydaje się do odsiewania zbędnego,
a artyści wypinający się na krytykę nie tracą energii na stres lub tracą jej dużo mniej.

Jak coś ma latać, to poleci, Jeśli nie powinno latać, nie poleci, trudno.

To do Julka:
Porównywanie się do innych: Wzrok, refleks, siła fizyczna, wrażliwość, intelekt, fantazja, uwarunkowania materialne, zdrowotne, i jeszcze cechy charakteru, środowisko, fart lub jego brak, etc. Jeden człowiek drugiemu nierówny. Szkoda czasu, lepiej wytyczyć sobie własną drogę.
Avatar

2016-11-01
Wyłuskajmy pozytywnego więcej: W prezencie życie otrzymał każdy, a skoro tak, to mimo przeciwności losu (za takich można uznać wyżej wspomnianych krytyków obu nurtów), powinien się do tego życia uśmiechnąć. A jeśli dostał coś więcej, to pozostaje tylko z tego korzystać, wciąż mimo miażdżącej opinii krytyków, lub też jej braku ;) Czyż nie?
Avatar
martwy
2016-11-01
Oczywiście że nie każdy ma takie same możliwości przynajmniej w zakresie środków różnego typu. Sztuka to jednak nie jest to samo co twórczość - i należy o tym pamiętać - sztuka zawsze była w pewien sposób elitarna, i taką pozostanie, pomimo że jest demokratyzacja (każdy może tworzyć). Twórczość i sztukę też się wartościuje - jedno jest lepsze, drugie gorsze, a coś jest niedobre, i w tym znaczeniu nie może byś sztuką - bo sztuka zakłada, że jest jakimś popisem warsztatowo-umysłowym, i jest to, wbrew pozorom, bardzo 'wymierzalne'. Ja nie jestem krytykiem z zawodu, mimo to dość duży zasób wiedzy z historii sztuki, teorii estetycznych, i założeń poszczególnych nurtów pozwala mi się w to bawić, mimo to że nie uważam że we własnym zakresie wypełniam swoje własne założenia - ale staram się to robić i napewno podlegam krytyce. Powiem nawet że z krytyką negatywną zgadzam się bardzo często, i właściwie daje mi ona do myślenia za każdym razem.
Tcktck jest krytykiem z zawodu - taką ma pracę. Przy okazji rysuje dużo lepiej niż np. ja, więc argument, że krytyk to 'nieudany artysta' odpada.
Avatar
ela k.
2016-11-01
Ja zycze wszystkim pozytywnego podejscia do swojej tworczosci, szukania orygnalnych rozwiazan, niebanalnych pomyslow, wypracowania wlasnego, rozpoznawalnego stylu, wystaw i klientow. Szacunek dla ludzi podazajacych swoja wlasna droga :)
Co do krytyki - wskazany zdrowy dystans :)
Avatar
CaesarEdenpert
2016-11-01
Bo krytyk chciałby malować, ale nie umie, więc wiedzę wykorzystuje do krytyki...
Podobnie jak wykładowcy w Szkole Biznesu...gdyby umieli, robiliby biznes, a nie duli trupy bidnym studentom...
Avatar
martwy
2016-11-01
Gdybym rysował tak, jak on, to bym pewnie osiadł na laurach - oczywiście, że to rzadki przypadek - ale krytykowi umiejętność techniczna potrzebna jest o tyle, że bez niej po prostu nie wie, jak coś jest wykonane - źle, dobrze? - ocenia efekt ogólny. Dobrze rysującego i malującego krytyka ciężko jest oszukać. Baudelaire całkiem nieżle rysował.
Avatar
martwy
2016-11-01
pozatym dobry krytyk ma w małym palcu historię sztuki, zajmuje się nie tylko teoriami z zakresu estetyki, ale i metodologią badawczą, socjologią i antropologią - bo historia sztuki jest tylko działem historii kultury. Myślicie, że krytyk krytykuje, bo jest złośliwy, wredny i lubi dokopywac innym, ale to, że współcześnie myli się krytyka z kuratorem, jest chyba największą klęską dla samej sztuki, której loty obniżają się wprost proporcjonalnie do rosnących wymagań, by krytyk pisał jedynie reklamy dla twórców.
Moje podejście superkrytyczne do tego co robię, i nakładanie sobie wymagań, powoduje, że malowanie jest dla mnie raczej trudne - i przez to widać chyba, że nie maluję inaczej jak dla siebie - super, jeśli doceni mnie dobry artysta, lepszy ode mnie, kiedy patrząc na jego prace odczuwam coś w rodzaju szczęścia, że można tak dobrze malować. Opinie reszty - zwłaszcza pozytywne, raczej mało dla mnie znaczą, a najgorsze negatywne i tak są mało krytyczne w porównaniu do moich własnych. Może i lepiej nie być krytycznym co do własnych prac - ale zawsze to widać po pracach - im ktos gorzej pracuje, tym ma krytykę bardziej 'gdzieś'.
Avatar
CaesarEdenpert
2016-11-01
Wielcy też mieli krytyczny stosunek do krytyków...(nawet mając ich w najbliższej rodzinie) "Oni nigdy nie będą rozumieli, co to jest malarstwo, w ich pojęciu postac chłopa uprawiającego ziemię, kilka zaoranych bruzd, trochę piasku, trochę morza, czy kawałek nieba nie będą nigdy tematem dla malarza. A motywy te są wprawdzie trudne, ale jednocześnie tak piękne, że warto poświęcic całe życie, aby wyrazic zawartą w nich poezję."
Vincent Van Gogh
Avatar
CaesarEdenpert
2016-11-01
A to już nie cytat, ale pamiętam jak Toulouse-Lautrec opisywał w liście do matki opinię któregoś z ważnych krytyków "pana rysunki są po prostu szkaradne"W tym samym czasie Vincent van Gogh pomagał mu sprzedać duży obraz zachwycając się jego sztuką...eh, w ogóle te 150 lat temu, to było prawdziwe malarstwo!
Avatar
martwy
2016-11-09
ja dyskusji z osobami odrysującymi z foteczek wolałbym nie prowadzić - takie samo gówno jak na ''młodych sztukach i ASP.
Avatar

2016-11-09
Malowanie, rysowanie, rzeźbienie, itd. W chwili, gdy wrzucone jest do wymiaru rywalizacji, staje się źródłem nieszczęścia dla wszystkich i wszystkiego. W tyglu trudno o spokój, a bez tego trudno o koncentrację, a bez tej trudno o refleksję, itd.
Avatar
martwy
2016-11-10
ja to widziałem juz kiedyś - niestety - i nie chce tego oglądać. moze i nie idę z duchem akademii - nie taka moja rola - i napewno nie będę się do tejże dostosowywał, jako że to jest synonim popeliny. Ze zdjęć i kota nauczysz malowac, i co z tego.
Avatar
martwy
2016-11-12
dla mnie odmalowywanie foteczek jest zawsze wtórne - bo po co powtarzać coś, co już zostało zrobione? Ja bym z chęcią znalazł i docenił kogoś, kto maluje nieżle - ale niestety mam całkiem dobre rozeznanie co się robi na akademiach i poziom jest makabryczny. Na akademii nie uczą malowania ze zdjęć, a potem wszyscy i tak kopiują pierwsze wyniki z google images na płótno, a na zajeciach z prawa autorskiego młode artystki są zaskoczone, że kopiowanie zdjęć z internetu jest plagiatem. Zdjęcia mogą pomagać, ale dlaczego w 99,9% przypadkow malarz jest niewolnikiem foteczki, często marnej, gdzie odwzoruje każdy niefortunny cień czy skrót, nie umiejąc dokonać żadnej syntezy. Jak się rysuje dobrze, to zdjęcia nie są potrzebne, a szybka notka modela wystarcza, którego często lepiej malować z pamięci, niż bezpośrednio (co między innymi robił Degas albo Chwistek, którym model na pewnym etapie tylko ''przeszkadzał'' - bo dochodzi do tego, że zamiast syntezy formalnej, na obrazie są po prostu przemalowane foty, a czegos takiego ja osobiście nie uznaję za malarstwo - jest to po prostu odtwórcza nuda.
Avatar
tcktck
2016-11-12
Dobra, wątków się namnożyło, włącznie z zabawną obroną ASP, ale jedna kwestia mnie ciekawi najbardziej i na niej się skupię. Skoro

>Moim zdaniem pod hasłem "Młoda sztuka" kryją się różne ciekawe osobowości

to ja poproszę nazwiska. Znam aukcje młodej od jej początków - i cholercia - z osobowościami twórczymi jest problem. Widocznie coś przeoczyłem. Serio, proszę o listę nazwisk z uzasadnieniem, gdzie nastąpiła emanacja ciekawych osobowości.
Avatar
tcktck
2016-11-12
>Zastanawiam się skąd bierze się ta niechęć do studentów ASP

Marto, z racji, że jesteśmy niemalże rówieśnikami – pozwolę sobie na ominięcie zwyczajowej kurtuazji. Jeśli jeszcze zastanawia cię kwestia, która dotyczy tej niechęci – z niemałą przyjemnością wytłumaczę. Co prawda, dziwi mnie to, że jako osoba z niemałym stażem akademickim jeszcze nie wpadłaś na czynniki powodujące wspomnianą niechęć. Z drugiej strony, mniej to dziwi, jeśli przypomnę sobie, że na studia doktoranckie na ASP przyjmowani są entuzjaści tej specyficznej metody edukacji artystycznej, jaką reprezentują polskie Akademie. Prawda to, mało wśród doktorantów i asystentów malkontentów.

Wspomniałaś o pewnym rozczarowaniu, związanym z poziomem osób, które ukończyły licea plastyczne (tutaj errata – nauka w liceach plastycznych trwa 4, nie 5 lat), a mają fantazję zdawać na ASP. Analogicznie – niechęć do studentów/absolwentów ASP wiąże się z tym samym rozczarowaniem. Tyle, że jest ono głębsze. Z kilku powodów. ASP mają status uczelni wyższych, docelowo wypuszczają magistrów sztuk pięknych. Po pięcioletniej (dla uproszczenia kalkulacji: pomijam przypadek studiów dwustopniowych) edukacji na uczelni (wyższej) otrzymujemy absolwenta, który istotnie jest młody/nowy na rynku sztuki/w polu sztuki. Jednak standardowo ma 23-25 lat, opuszcza Akademię z bumagą, która ma legitymizować każde jego posunięcie w dziedzinie sztuk pięknych. Przydatna sprawa. Przed sobą mamy człowieka (w ogólnym mniemaniu) dojrzałego obywatelsko, próbującego ustabilizować się emocjonalnie i światopoglądowo. Wyrazem tej dojrzałości mają być jego prace, decyzje twórcze, sympatie i antypatie środowiskowe. Dojrzałość ta powinna także dotykać jego uzasadnień dotyczących używania pewnych form, środków i unikania innych. Rozeznania w środowisku – by nie popełniać nieintencjonalnego plagiatu. Jednocześnie głupio byłoby wymagać, by posiadał rozeznanie w kwestiach marketingowych – w końcu jego działką, mu przypisaną i zalegitymizowaną bumagą z ASP jest… towar, z którym wychodzi na rynek. Zmaterializowana wrażliwość, przenikliwość, dobór refleksji w gotowym (bądź nie) obiekcie. Tak wyglądają pewne wyobrażenia na temat tego, kto wychodzi z ASP. Przypominam, ma średnio 23-25 lat. Przyjęło się, że to doskonały wiek na rozmnażanie się. Przyjęło się również, że z niewyrobionego intelektualnie twórcy będzie wyciekać wyłącznie niewyrobiona twórczość.

Niechęć wynika dokładnie w momencie, w którym odbiorca styka się z absolwentem. Zadaj sobie pytanie – rodem z msnowskiej wystawy – co widać? Czy absolwent bierze na siebie odpowiedzialność za siebie samego? Odwzajemnia zainteresowanie publiczności, którą to zwyczajowo przyciąga do niego status artysty – kapłana wrażliwości i sztuk pięknych, pieszczocha Muz i magistra sztuki? Co ma do powiedzenia po pięciu latach (lub dłużej, jeśli zahaczył o plastyk) edukacji artystycznej? Czy przefikał tyle lat na udawaniu działalności społecznej (niech mi tu ktoś przyjdzie i powie, że sztuka to nie działalność społeczna, zapraszam do krwawej jatki) i trwonieniu hajsu rodziców na odmalowanie selfiaków, żeby mnie, tobie, odbiorcy powiedzieć, że och, żyjemy w technokratycznym społeczeństwie narcyzów? I że generalnie, jakiekolwiek roszczenia widowni są zamachami na wolność twórczą, i że „sztuka dla sztuki”?
Jeśli się nad tym zastanowić – usprawiedliwionymi są gorzkie słowa od pogardzanego konsumenta Kossaków. Ale nade wszystko usprawiedliwionymi są kubły pomyj wylewane od kogoś, kogo to obraża intelektualnie. Nie, że penis na krzyżu mnie obraża, tylko podbudowa intelektualna do tego, by n-ty raz tego penisa tam umieszczać i liczyć na laurki.

A co do warsztatu – trochę nieintencjonalnym żartem jest to, że mówisz o warsztacie i krakowskim przymusie do „tradycyjnych” technik obrazowania. Warsztat i harówa to jest na wschodzie – Federacja Rosyjska, Chiny. Kilka szkół ilustratorskich w USA, szkolących tych, którym po drodze z wymogami ilustracji z lat 40.-60. W Polsce jest jedna wielka ściema, że się na Akademii uczy warsztatu. Nie uczy się ani warsztatu, ani przebiegłości, ani konstruowania konceptualnych zagadek ani przyzwoitości intelektualnej. Uczy się jedynie tego, że ten, kto ma gdzieś kolejny twój obraz to troglodyta, któremu nad kanapą nie wisi nic, lub wyblakły Kossak. Dlatego niech żaden absolwent/student nie czuje potrzeby kontaktu z odbiorcą. Jedyni odbiorcy, którzy zasługują na uwagę to kasiaści, którym wepchniesz byciem miłą do gardła swoją wrażliwość i zainkasujesz za to przelew. W gruncie rzeczy nie chodzi o poetykę sztuki, tylko o etykę pracy.
Avatar
*Azja
2016-11-17
Drog do celu jest wiele ( z fotkami czy tez bez-to nie ma znaczenia).Ty Julek wpadles w pewna pulapke: tam gdzie osiagnales sukces (aukcja) rozgladasz sie i nie widzisz (dla siebie) ciekawego towarzystwa...A wiec jak ten sukces wyglada ( w twoich oczach)?...Znalazles sie (wg krytyka sztuki)posrod ludzi bez osobowosci,glebszego przekazu, bez pomyslu.. .Jak masz byc zadowolony? A jednoczesnie nie bedziesz przeciez marudzil:sprzedajesz to ,co chciales - jest fajnie zarabiac w taki sposob.
Mam dla Ciebie rozwiazanie...(przyszlo mi do glowy gdy przeczytalam cd Forum po parodniowej przerwie). Stworz grupe.Taka jak Luxus albo Pomaranczowa Alternatywa.(...jedna chetna czlonkinie na pewno juz masz ( znasz )...krecicie sie wokol podobnych problemow malarskich i nie tylko )
Avatar

2016-11-17
„Sztuka to działalność społeczna”. No!..., to byłoby piękne osiągnięcie. Trafnie tcktck stan rzeczy opisał, obowiązuje regres i tyle, próżność gra pierwsze skrzypce.

Akademia Sztuk Myślących, nie Pięknych jest dziś potrzebna, by sztuka pozyskała zdolność mówienia. Niema może być tylko ciężarem i tak jest postrzegana. Zasłużenie.

Dodaj post w tym temacie

Musisz być zalogowany, aby dodać post.



On-line
Gam rema

Korzystając z serwisu akceptujesz regulamin oraz politykę prywatności Strona może zawierać treści przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Made with and in Warsaw by jakub mańkowski
Copyright © 2002-2019 VariArt.org